Pomysł na bułki zaczerpnęłam z internetu.
Wykorzystałam metodę wyrastania ciasta w zimnie propagowaną przez Reinharta.
Bułki z amarantusem
2 szklanki mąki pszennej typ 650 (+ ewentualnie 0,5 szklanki do podsypania)
1 szklanki mąki z amarantusa
1 płaska łyżeczka drożdży instant
1 łyżeczka soli
2-3 łyżki oliwy z oliwek
1,5 szklanki lodowatej wody
Obie mąki przesiać do miski, dodać drożdże i sól. Stopniowo dodawać wodę
wyrabiając mikserem z hakami. Dodać oliwę, wyrabiać kilka minut, aż ciasto
będzie elastyczne i sprężyste, dość miękkie, ale w żadnym razie nie
rozlewające się.
W razie potrzeby dodać trochę mąki lub wody.
Posmarować ciasto oliwą, przykryć folią spożywczą i wstawić na noc do lodówki.
Następnego dnia ciato wyjąć, nagrzać piekarnik do najwyższej możliwej
temperatury (u mnie 250C).
Ciasto przebić, wyrabiać chwilę. Uformować z ciasta niewielkie bułki (mnie z
podanych składników wyszło 8 sztuk), ułożyć na papierze do pieczenia,
posmarować bułki oliwą, przykryć folią spożywczą, żeby zabezpieczyć przed
wysychaniem na czas rośnięcia.
Gdy bułeczki wyraźnie urosną zdjąć folię, ozdobić (u mnie popping, czyli
prażony amarantus), włożyć bardzo ostrożnie wraz z papierem do pieczenia na
rozgrzaną blachę w piekarniku.
Piec ok.15-20 min. W trakcie pieczenia raz spryskałam bułki wodą z
rozpylacza. Wyjąć bułki, gdy się zezłocą.
Bułki smakują wybornie. Mają miękką i niezwykle deliktaną, choć chrupiącą
skórkę i wilgotny, puchaty miąższ.
Najlepiej od razu zrobić z podwójnej ilości składników.
To mój aktualny nr 1 jeśli chodzi o wypieki wytrawne :)

Wykorzystałam metodę wyrastania ciasta w zimnie propagowaną przez Reinharta.
Bułki z amarantusem
2 szklanki mąki pszennej typ 650 (+ ewentualnie 0,5 szklanki do podsypania)
1 szklanki mąki z amarantusa
1 płaska łyżeczka drożdży instant
1 łyżeczka soli
2-3 łyżki oliwy z oliwek
1,5 szklanki lodowatej wody
Obie mąki przesiać do miski, dodać drożdże i sól. Stopniowo dodawać wodę
wyrabiając mikserem z hakami. Dodać oliwę, wyrabiać kilka minut, aż ciasto
będzie elastyczne i sprężyste, dość miękkie, ale w żadnym razie nie
rozlewające się.
W razie potrzeby dodać trochę mąki lub wody.
Posmarować ciasto oliwą, przykryć folią spożywczą i wstawić na noc do lodówki.
Następnego dnia ciato wyjąć, nagrzać piekarnik do najwyższej możliwej
temperatury (u mnie 250C).
Ciasto przebić, wyrabiać chwilę. Uformować z ciasta niewielkie bułki (mnie z
podanych składników wyszło 8 sztuk), ułożyć na papierze do pieczenia,
posmarować bułki oliwą, przykryć folią spożywczą, żeby zabezpieczyć przed
wysychaniem na czas rośnięcia.
Gdy bułeczki wyraźnie urosną zdjąć folię, ozdobić (u mnie popping, czyli
prażony amarantus), włożyć bardzo ostrożnie wraz z papierem do pieczenia na
rozgrzaną blachę w piekarniku.
Piec ok.15-20 min. W trakcie pieczenia raz spryskałam bułki wodą z
rozpylacza. Wyjąć bułki, gdy się zezłocą.
Bułki smakują wybornie. Mają miękką i niezwykle deliktaną, choć chrupiącą
skórkę i wilgotny, puchaty miąższ.
Najlepiej od razu zrobić z podwójnej ilości składników.
To mój aktualny nr 1 jeśli chodzi o wypieki wytrawne :)


