Spoko luzik. Sama dotychczas nie spotkałam dwóch takich samych naanów. W jednej
knajpce podadzą wielkie okrągłe i ciemne, w drugiej puszyste i łezkowate, a w
innej jeszcze malutkie i chrupiące jak poppadumy.
Takich tandoorowych, z zewnątrz spieczonych, a w środku wilgotnych w domowym
piekarniku nie sposób zrobić. Za niska temperatura i tego szoku termicznego dla
drożdży nie będzie. Albo się przesuszą, albo będą za blade. Grunt, że nie
kupione z Pataka, tylko tymi ręcyma i tymi palcyma samodzielnie uklepane.
Ale pracuję nad tym, żeby były jak z "Maharadży" w sąsiedniej wiosce.
--
To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
knajpce podadzą wielkie okrągłe i ciemne, w drugiej puszyste i łezkowate, a w
innej jeszcze malutkie i chrupiące jak poppadumy.
Takich tandoorowych, z zewnątrz spieczonych, a w środku wilgotnych w domowym
piekarniku nie sposób zrobić. Za niska temperatura i tego szoku termicznego dla
drożdży nie będzie. Albo się przesuszą, albo będą za blade. Grunt, że nie
kupione z Pataka, tylko tymi ręcyma i tymi palcyma samodzielnie uklepane.
Ale pracuję nad tym, żeby były jak z "Maharadży" w sąsiedniej wiosce.
--
To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.


