FotoForum
Załóż konto »

Galeria potraw Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane

Poleć tą wypowiedź znajomemu

  Muffiny przez 30 dni?
   lis_ka   31.05.09, 22:00 zarchiwizowany
Dzięki temu przepisowi, codziennie rano piekę córce muffiny na drugie śniadanie, ponieważ
surowe ciasto można przechowywać w lodówce przez 30 dni - wystarczy je przed wlaniem do
foremek dokładnie wymieszać. Zanim wszyscy wstaną, wyjmuję z piekarnika ciepłe muffiny,
które pieką się ok. 20 minut.
Ja zwykle zużywam całą porcję w 2-3 dni, każdego dnia dodając inne dodatki - na zdjęciu
muffin z kawałkami gorzkiej czekolady.

Muffin Mix
wystarczy na ok. 30 sztuk
/przepis Rachel Allen/

3 jajka
125 g miękkiego brązowego cukru trzcinowego
100 g cukru pudru
500 ml mleka (można dać nieco mniej)
125 ml oleju słonecznikowego
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
300 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki sody
160 g mąki pszennej razowej


Jajka ubić z cukrem. Dodać mleko, olej, wanilię i dobrze zmiksować.
Sodę, sól i obie mąki przesiać do drugiej miski. Następnie wsypać do masy jajecznej.
Tak przygotowane ciasto można przelać do dzbanka i trzymać w lodówce do 30 dni.
Przed pieczeniem warto ciasto zamieszać łyżką.
Pieczenie:
Dowolną ilość ciasta (na formę 12-dołkową wystarcza zwykle 400 ml surowego ciasta)
wymieszać z dowolnymi dodatkami*) i wlać do wysmarowanej masłem lub oliwą foremki.
Piekarnik nagrzać do 190 st C.
Piec ok. 20-30 minut - czas pieczenia zależy od ilości i rodzaju dodatków, np. muffiny z
owocami pieką się zwykle dłużej.
Ciasto jest dosyć rzadkie, więc radzę oszczędnie dodawać owoce, by uniknąć zakalca.

Smacznego!

*Propozycje dodatków do 400 ml surowego ciasta:
** 50 g posiekanej czekolady (w tej wersji na zdjęciach)
** 100 g rabarbaru+100 g truskawek+2 łyżki cukru pudru+skórka starta z 1/2 pomarańczy
** 75 g jagód

--
White Plate. Mój blog kulinarny.
Pieczenie krok po kroku.

  Re: Muffiny przez 30 dni?
   vernalis1   31.05.09, 22:08 zarchiwizowany
przepis dla mnie :) - do tej pory zyłam w przeświadczeniu,że ciasto na muffiny nie może
być zmiksowane i długo stac :) a tu taka miła/smakowita niespodzianka ; czy mąkę
pszenną razową mozna zastapić zwykłą?
--
Biedni i średnia klasa pracują za pieniądze. U bogatych pieniądze pracują dla nich

  Re: Muffiny przez 30 dni?
   lis_ka   31.05.09, 22:12 zarchiwizowany
Myślę, że spokojnie możesz zastąpić zwykłą mąką.
Pozdrawiam:)
--
White Plate. Mój blog kulinarny.
Pieczenie krok po kroku.

  Re: Muffiny przez 30 dni?
   vespertinee   31.05.09, 22:48 zarchiwizowany
Tak patrzę i patrzę na to zdjecie i zastanawiam się, czy muffinek jest w formie
serduszka czy po prostu taki zakrzywiony wyrósł?

Ślicznie się prezentują na w tej pastelowej tonacji, Lisko.
--
Truskawki

  Re: Muffiny przez 30 dni?
   lis_ka   01.06.09, 11:39 zarchiwizowany
Aniu,
są w formie serduszek, z silikonowej foremki:)

--
White Plate. Mój blog kulinarny.
Pieczenie krok po kroku.

  Re: Muffiny przez 30 dni?
   bene_gesserit   01.06.09, 11:48 zarchiwizowany

30 dni ciasto z surowymi jajkami? Nawet w lodowce nie wydaje mi sie to dobrym
pomyslem. 3 dni chyba?

--
a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie
czlowiekiem'

  Re: Muffiny przez 30 dni?
   poughkeepsie   01.06.09, 13:07 zarchiwizowany
no właśnie 30 dni z surowym jajkiem i mlekiem w składzie na dodatek?Ja odpadam, takie
eksperymenty na własnym zdrowiu nie dla mnie :/
--
Komitet Pomocy dla Zwierząt

  jak dla mnie to jakieś nieporozumienie
   em_es   01.06.09, 13:11 zarchiwizowany
surowe jajka i mleko po 30 dniach pobytu w lodówce z całą pewnością nie nadają
się do spożycia, nawet po upieczeniu, ja w każdym razie bym tego nie zaryzykowała

  Re: jak dla mnie to jakieś nieporozumienie
   lis_ka   01.06.09, 13:19 zarchiwizowany
Nie próbowałam trzymać w lodówce surowego ciasta przez 30 dni. Zużywam je w 2-3 dni.
Autorka przepisu, Rachel Allen utrzymuje, że wytrzymują w lodówce tak długo - nie wiem, nie
próbowałam. Podałam przepis zgodnie z oryginałem.


--
White Plate. Mój blog kulinarny.
Pieczenie krok po kroku.

  Re: jak dla mnie to jakieś nieporozumienie
   em_es   01.06.09, 13:39 zarchiwizowany
Lis_ko, wiem, że to zalecenia autorki przepisu, zaznaczyłaś to na wstępie,
jednak wedle norm sanitarnych przez ok. miesiąc to można przechowywać w lodówce
CAŁE jajka, rozbitych nie zaleca się przechowywać nawet do drugiego dnia bo to
produkt, który psuje się bardzo szybko, połączenie z mlekiem pewnie jeszcze to
przyspieszy. Stąd moje wątpliwości wobec podanego przez Ciebie przepisu.

PS. Ja bym nie ryzykowała przechowywania tego ciasta nawet 3 dni, szczególnie,
że niewiele jest ciast, których przygotowanie zajmuje mniej czasu od tego na
muffinki.

  Re: jak dla mnie to jakieś nieporozumienie
   vanella   01.06.09, 14:42 zarchiwizowany

iii tam, w przepisie na piernik są całe trzy jajka, a trzyma się go w lodówce parę tygodni.
zdecydowanie wiecej niż 30 dni.

podoba mi się pomysł codziennie świeżych mufinów :-)

  Re: jak dla mnie to jakieś nieporozumienie
   bene_gesserit   01.06.09, 14:56 zarchiwizowany

Ale w przepisie na piernik jest tez miod ze wszystkimi jego dobroczynnymi i
konserwujacymi enzymami, antyoksydantami i cala reszta. W niektorych starozytnych
kulturach zwloki drogich zmarlych konserwowano w miodzie, zeby sie nie psuly.

W tych muffinach miodu nie ma, sa za to jajka, ktore np w UE maja 28-dniowy termin
waznosci (i to w skorupce, i to od chwili zniesienia).
Imho Rachel Allen popelnila jakas gigantyczna skuche. Przepis fajny, ale powaznie
zaryzykowalabys przechowywanie tej masy 30 dni w lodowce i dalabys dziecku 30-
dniowego muffina?

--
Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.

  Re: jak dla mnie to jakieś nieporozumienie
   vernalis1   01.06.09, 13:20 zarchiwizowany
30 dni to chyba-biorąc pod uwage że surowego ciasta jest niespelna litr - przy
pieczeniu 1 (jednego) muffinka dziennie , no góra dwa co jakis czas ; podejżewam, ze u
mnie tez styknie najwyzej na 3 dni - co uwalnia mnie z dylematu : wcześniej wstac ( a
tak juz wstaje lekko po 5-ej rano); czy wstać jak zawsze ale kosztem
mojego "kochania" : joggingu ;)
--
Biedni i średnia klasa pracują za pieniądze. U bogatych pieniądze pracują dla nich

  Re: jak dla mnie to jakieś nieporozumienie
   bobralus   01.06.09, 15:02 zarchiwizowany
Poza cala kontrowersyjnoscia trwalosci ciasta troche zdziwilo mnie, ze
codziennie dajesz dziecku slodycze w ramach drugiego sniadania, chyba sa
zdrowsze i ciekawsze przekaski niz muffiny codziennie.
--
zobacz, z czego robi się parówki :)

  Re: jak dla mnie to jakieś nieporozumienie
   sylwia1607   01.06.09, 18:28 zarchiwizowany
Dokladnie o tym samym pomyslalam...

  a mi
   margot11   01.06.09, 20:16 zarchiwizowany
a mi się te muffiny bardzo podobają i nie widzę problemu ,żeby dziecko
codziennie jadło 1-2 muffiny na drugie śniadanie


  Re: a mi
   hania55   01.06.09, 20:25 zarchiwizowany
To cudowna metoda na wyhodowanie cukrzyka.

--
Sygnaturkowy totolotek.

  dwie muffiny
   margot11   01.06.09, 20:30 zarchiwizowany
dwie muffiny dziennie zrobią z dziecka cukrzyka?Nie uwierzę

  tak, dwa mufiny dziennie
   znana.jako.ggigus   03.06.09, 22:26 zarchiwizowany
to robia. codziennie jedzone slodycze to prosta droga do cukrzycy II - choroby
dobrobytu.


--
Eeela w kolejnym wcieleniu. Tym razem jako (niezbyt poprawna językowo) forumowa
policjantka: No i czego tak brzydko kłamiesz?.

  Oj,oj oj,
   vespertinee   01.06.09, 20:40 zarchiwizowany
Znów się robi fanatycznie. Czemu, ach czemu?!

Jako dziecko niemal codzień jadłam na drugie śniadanie drożdżówkę albo inną
"truciznę". O dziwo, żyję, nawet więcej-mam się całkiem dobrze, nie mam
cukrzycy, mam wszystkie zęby, nogi i ręce.

--
Truskawki

  Re: Oj,oj oj,
   poughkeepsie   01.06.09, 20:46 zarchiwizowany
a ile nadwagi masz?Po co pakować w dziecko takie ilości cukru proste pytanie?Czy jest
mu to w jakikolwiek sposób potrzebne do rozwoju, do zdrowia?Czy to wyrabia
prawidłowe nawyki zywieniowe?W Polsce w żywieniu dzieci normy spożycia soli są
przekroczone od 13 do 16 razy.
--
Komitet Pomocy dla Zwierząt

  Re: Oj,oj oj,
   vespertinee   01.06.09, 21:08 zarchiwizowany
Taaaaaa... Nie mam ani grama nadwagi. Powiem więcej, mam idealne BMI.

Czy przy zdrowej, pełnej warzyw i owoców diecie jedna drożdżowka dziennie to
'pakowanie w dziecko takich ilosci cukru"? Czy jedna drożdżowka dziennie
sprawia, że przekraczam dozwoloną dawkę soli?

Odnoszę czasem wrażenie, że dzieci niektórych forumowiczów to biedne istoty,
które czekoladę znają tylko ze zdjęć*, a jedyne słodycze, jakie przyszło im
zjeśc, to suszone owoce.
A tu wcale nie o to chodzi! Wygońcie dzieci sprzed komputerów, to i drożdżówkę
dziennie będą mogły zjeść.

Rozsądek i ruch, tylko to nas ocali-od otyłości i od wpadania w paranoję.

Pozdrawiam :)))

* no, ta o 90% zawartości kakao ostatecznie ujdzie ;)
--
Truskawki

  Re: Oj,oj oj,
   poughkeepsie   01.06.09, 21:23 zarchiwizowany
drożdżówka to ok. 300kcal, pustych powiedzmy sobie szczerze, bo co wartościowego w
takiej słodkiej drożdżówce? Wiec sama sobie odpowiedz na pytanie czy jest sens
pakować je codziennie w dziecko. A od nie karmienia dziecka codziennie słodyczami do
dziecka, które nie widziało czekolady na oczy jest jeszcze daleka droga.
--
Komitet Pomocy dla Zwierząt

  Re: Oj,oj oj,
   vespertinee   01.06.09, 21:27 zarchiwizowany
Gdybym zamiast tych trzystu kalorii dostała jabłko albo jogurt, po chwili
byłabym głodna: gdy się człowiek rusza, potrzebuje zastrzyku energii. A taka
drożdżowka daje siłę, by jeździć na rowerze albo grać w gumę przez długie
godziny :)

--
Truskawki

  Re: Oj,oj oj,
   dzika41   01.06.09, 21:36 zarchiwizowany
Vespertine cały myk polega na tym żeby nie pisać drożdżówka ;)
Napisz o własnoręcznie robionym placku drożdżowym z owsianą kruszonką i jagodami
i zostaniesz obdarowana oklaskami ;)

--
[url=http://lilypie.com][img]http://lilypie.com/pic/090119/FbrH.jpg[/img][img]http://b3.lilypie.com/CsmQp1/.png[/img][/url]
OdKuchni...

  Re: Oj,oj oj,
   poughkeepsie   01.06.09, 21:46 zarchiwizowany
Może Ty się łapiesz na takie chwyty, ale są ludzie którzy mają podstawową wiedzę nt
zdrowego odżywiania. Te 30% otyłych dzieci w Polsce się pewnie z powietrza wzięło,
prawda?Bo nie z drożdżówek, pączków, coli i czipsów.
--
Komitet Pomocy dla Zwierząt

  Re: Oj,oj oj,
   sylwia1607   01.06.09, 22:04 zarchiwizowany
Mam sasiadow, ktorzy maja syna 12-letniego, ma ogromna nadwage, wg mnie jakies 20
kilo. Rozmawialam kiedys na ten temat z sasiadka, tzn ona opowiadala, i mowila, ze on
nie lubi inych napojow jak coca-cola czy eistee, nie jada sniadan(!) bo nie jest glodny, w
szkole kupuje sobie cos, to cos to sa batoniki czy slodkie bulki, a na pytanie dlaczego nie
bierze kanapek uslaszalam, ze to wstyd dla dziecka brac kanapki do szkoly (?)

  Re: Oj,oj oj,
   bobralus   01.06.09, 22:47 zarchiwizowany
po ciescie tez czlowiek szybko robi sie glodny, bo to tylko weglowodany proste,
cukier skacze, szybko sie go przerabia i juz po nim, tzn. dla naszego mozgu,
wszystko idzie w zapasy. nie chodzi o to, zeby dziecko odchudzac, ale czy
kanapka z razowca, jakies warzywa do pochrupania, owoc to takie "nedzne" drugie
sniadanie? jablko to 300 kcal tylko jakies 70, chodzi o to, zeby te nawet
300kcal byly czyms wartosciowym, za ta jedna drozdzowke, mozesz miec banana,
kanapke i soczek z marchewki np.
jedni moga w siebie wrzucac co chca bezkarnie (przynajmniej jesli chodzi o
wage), inni musza uwazac na wszystko. Ale kazdemu oplaci sie miec zdrowe nawyki
zywieniowe i najlepiej jest je nabywac w dziecinstwie, mnie nikt tego nie
nauczyl, a nie jestem z tych, co to codzienne jedzenie slodyczy im nie szkodzi i
regularne posilki, nie uleganie pokusom, walczenie z wieczornym podjadaniem (bo
wlasnie tez nigdy w dziecinstwie nie jadlam sniadan i dopiero wieczorem sobie
odbijalam) jest dla mnie droga przez meke, a przyjaciolka, z ktorej sie smialam,
ze musi byc w domu na obiad codziennie zaraz po szkole i ze przynosi owe
obciachowe kanapki nie ma z tym najmniejszego problemu, po prostu nie potrafi
zjesc za duzo, trzyma ta sama wage od wielu lat. tez dlatego, ze ma unormowana
przemiane materii, wlasnie przez regularne i zbilansowane posilki. a pomiedzy
codziennym jedzeniem slodyczy a ogladaniem czekolady na zdjeciach jest duza
roznica i jest to czysta demagogia, nikt nie mowi, ze ciasto to trucizna, to po
prostu malo wartosciowe jedzenie, ktore powinno byc okazjonalna przyjemnoscia, a
nie codziennym posilkiem.
--
zobacz, z czego robi się parówki :)

  Re: Oj,oj oj,
   hania55   02.06.09, 08:19 zarchiwizowany
Bobralus, podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisałaś :)

--
What a night to fly my kite on

  Re: Oj,oj oj,
   hania55   02.06.09, 08:17 zarchiwizowany
vespertinee napisała:

> Gdybym zamiast tych trzystu kalorii dostała jabłko albo jogurt, po chwili
> byłabym głodna: gdy się człowiek rusza, potrzebuje zastrzyku energii. A taka
> drożdżowka daje siłę, by jeździć na rowerze albo grać w gumę przez długie
> godziny :)
>

Kanapka na chlebie razowym albo kasza do obiadu dają lepszą energię, niż buła z białej mąki i
cukru. Chętnie podyskutuję na temat dostarczania sobie energii aby mieć siłę na intensywny
ruch :)

Uważam, że codzienne jedzenie słodyczy nie jest potrzebne ani dziecku ani dorosłemu, chyba
że hołduje się starożytnej maksymie "cukier krzepi".

--
What a night to fly my kite on

  Re: Oj,oj oj,
   narcyza5   02.06.09, 08:56 zarchiwizowany
haniu, to poproszę o przepisy na II śniadanie/podwieczorek dla dziecka, które może
zabrać ze sobą do przedszkola. Jest taka część placówek prywatnych, które zapewniają
1 ciepły posłek, natomiast w pozostałym zakresie bazują na wyżywieniu dostarczanym
przez rodziców.
Naturalny jogurt i owoc były na jeden z tych posiłków (pomińmy, że nie wszystkie dzieci to
niejadki, żyjące rosą i o 2 chrupkach kukurydzianych, więc ten jogurt i banan wystarczą im
na 3 godziny)).
Aha, propozycje typu pojemnik z sałatką z kuskusem u przedszkolaków się nie
sprawdzają. Bo nie.


--
Niezmiennie jest mi przyjemnie,
gdy świat sobie radzi beze mnie

  Re: Oj,oj oj,
   em_es   02.06.09, 09:32 zarchiwizowany
> Aha, propozycje typu pojemnik z sałatką z kuskusem u przedszkolaków się nie
> sprawdzają. Bo nie.

Narcyzo, też sobie nie wyobrażam przedszkolaka z taką sałatką ;) , ale pomiędzy
powyższym, a słodkim ciastem są jednak jakieś możliwości. Znane mi maluchy
sałatek w ogóle nie lubią, ale np. zamiast nieśmiertelnej greckiej chętnie
zjedzą garść oliwek, kawałek sera, ogórka i pomidora w kawałkach - byle tylko
nie było pomieszane i niczym doprawione. A coś takiego idzie zabrać do
przedszkola, nie wymaga nawet specjalnych pojemników.

A co do pieczywa, to ile słodkie drożdżówki czy muffinki to imo średni pomysł
na codzienne śniadanie (nie tylko dla przedszkolaka), to jednak nie każde
pieczywo jest niewskazane, a kanapka wcale nie musi być niezdrowa, a może być
różnorodna, co dla dziecka jest ważne bo je głównie 'oczami'. Moja mama swego
czasu była mistrzynią kanapek dla niejadka przebrzydłego (czyli mnie) - i
bynajmniej nie była to codziennie buła z szyneczką, koleżanki mi strasznie
zazdrościły moich śniadań ;)

  Re: Oj,oj oj,
   narcyza5   02.06.09, 10:01 zarchiwizowany
"atrakcyjne kanapeczki" przejadły się dziecięciu tak kulinarnie uzdolnionej matce dobry
rok temu. No niestety ambitna matka sama sobie grób wykopała. Przejdą 2x w tygodniu,
zostają jednak jeszcze 3 pracujące dni.
Nie mówiąc o tym, że (acz pewnie to wina mojej słabiuchnej wyobraźni) ale biorąc pod
uwagę okoliczności kanapka do przedszkola będzie złożona, więc jak taką 'jeść wzrokiem'
nie wiem.



--
Niezmiennie jest mi przyjemnie,
gdy świat sobie radzi beze mnie

  czepiasz się :P
   em_es   02.06.09, 10:23 zarchiwizowany
> Nie mówiąc o tym, że (acz pewnie to wina mojej słabiuchnej wyobraźni) ale
biorąc pod
> uwagę okoliczności kanapka do przedszkola będzie złożona, więc jak taką 'jeść
wzrokiem'
> nie wiem.

no będzie złożona, ale rozłożyć ją chyba można? skoro podają jeden ciepły
posiłek, to zapewne dzieciaki do śniadania też mogą usiąść przy stolikach,
kanapkę rozpakować, rozłożyć i zjeść, obejdzie się nawet bez talerzyka,
opakowanie kanapki wystarczy ;)

ja w każdym razie tak robiłam, bo do zjedzenia takiej złożonej kanapki nic mnie
nie przekonało, do dziś zresztą takich nie lubię

  Re: czepiasz się :P
   bobralus   02.06.09, 10:58 zarchiwizowany
kiedys widzialam dziecko, ktore przyszlo do przedszkola z pojemniczkiem
plastikowym, a w srodku mialo caly zestaw kanapkowy "zrób to sam" - przekrojona
razowa buleczke, plasterek sera, kilka listkow salaty ze srodka (bo pozniej
wiednie), pomidorki koktajlowe i inne warzywa pokrojone w talarki i slupki.
Mozna tez dac jakis twarozek, paste z jajka czy tunczyka w osobnym pudeleczku.
Mysle, ze mama tego dziecka wykazala sie jakims wielka intuicja, pewnie dziecko
nawet samo "projektowalo" ow zestaw, bo chetnie zajadalo. Mozna tez robić
koktajle, sałatki owcowe, do tego jogurt z miodem lub dzemem. Chyba nie jest
tak, ze Wasze dzieci lubia tylko slodycze i pewnie same najlepiej wiecie, co
dziecko by zjadlo, wystarczy tez spytac, no i chyba to Wy wychowujecie swoje
dzieci i decydujecie, co jedza, a nie na odwrot?
Mysle, ze to tez kwestia dogadania sie rodzicow, jesli wszyscy ustala, ze nie ma
przynoszenia smieciowego zarcia do przedszkola, to nie bedzie podzialu na
"obciachowe kanapki" i "trendy muffiny". Moze wtedy dzieci w wieku szkolnym,
majac juz swobodny dostep do sklepikowych dobr, nie beda myslaly w tych
przedziwnych kategoriach i nie chodzi tu o jakies tworzenie zakazanego owocu,
demonizowanie slodyczy, bo potem wiadomo, ze te wszelkie batony i inne
niedostepne cuda stana sie najbardziej pozadanym dobrem. Chyba mozna normalnie
wytlumaczyc, ze slodycze, owszem sa smaczne, ale nie jest to cos, co pomaga
rosnac i odzywiac cialo, wiec nalezy to jest tylko od czasu do czasu, wylacznie
dla przyjemnosci? Znam wielu rodzicow, ktorzy stosuja taki model, np. cos
slodkiego raz w tygodniu, np. po sobotnim czy niedzielnym obiedzie. Czasem lody,
bo maja malo kalorii (w rozsadnych ilosciach, bez bitej smietany, polewy i
posypek) i wapn. Dzieci nie sa ani ospale, ani nieszczesliwe, ani nie ciagnie
ich do batonow i ciastek. Bo rodzice nie zrobili z nich ani atrakcji nr jeden
(typu slodycze jako nagroda, prezent, sposob okazania milosci, deser w ramach
rekompensaty za przemeczenie warzyw z obiadu), ani zakazanego owocu (czyli
podplomyki z suszonymi owocami zamiast paczka w tlusty czwartek). Mysle, ze
takie myslenie rodzicow, ze "dziecko zawsze bedzie wolalo batona niz kanapke"
jest czesto samospelniajacym sie proroctwem, bo znam wiele dzieci, ktore
zwyczajnie wola kawalek sledzia niz ciastko. A taki dzieciak na wiecznym
tluszczowo-cukrowym haju, jak ten opisywany przez Sylwie, niestety juz nigdy nie
bedzie funkcjonowal normalnie, bo nawet jesli kiedys postanowi sie odchudzic, to
i tak szczytem szczescia bedzie dla niego posilek skladajacy sie z ciastek,
chipsow i cocacoli.
--
zobacz, z czego robi się parówki :)

  Re: Oj,oj oj,
   em_es   02.06.09, 09:06 zarchiwizowany
> Gdybym zamiast tych trzystu kalorii dostała jabłko albo jogurt, po chwili
> byłabym głodna: gdy się człowiek rusza, potrzebuje zastrzyku energii. A taka
> drożdżowka daje siłę, by jeździć na rowerze albo grać w gumę przez długie
> godziny :)

naprawdę w to wierzysz?? drożdżówka da ci siłę na długie godziny? dobre :DD

problem nie tkwi w ilości tych mitycznych kalorii, tylko w tym, z czego one
pochodzą, po takiej drożdżówce nie będziesz mieć energii na długie godziny bo
to głównie węglowodany proste, podniosą ci gwałtownie cukier na chwilę nie
dostarczając nic wartościowego, a po chwili cukier spadnie równie gwałtownie,
powodując uczucie głodu, więc prędzej sięgniesz po następną drożdżóweczkę niż
pojeździsz na rowerze

  Re: Muffiny przez 30 dni?
   vespertinee   02.06.09, 09:44 zarchiwizowany
Widzicie, problem polega na tym, że głosicie POSTULATY, a ja – mimo że co do
zasady się z nimi zgadzam – zestawiam je z rzeczywistoscią. Nie piszę o
faszerowaniu dzieci frytkami, nie piszę o wtykaniu weń ton słodyczy – ja tylko
pragnę zauważyć, że nie wolno popadac w paranoję. Rzadko które dziecko przyjmie
nasze propozycje żywieniowe-te wszystkie kasze, warzywa i owocowe przekąski. Gdy
moja mama próbowała wetknąć mi zbyt wiele zdrowych rzeczy, które mi nie
odpowiadały, lądowały one w szkolnej ubikacji albo zjadały je psy. Tak było na
początku podstawówki. A swoją dietę wzbogacałam na słodycze na własną rękę,
zaopatrując się w sklepiku szkolnym.

I coż z tego, że dzisiaj będę głosić te postulaty (które obecnie sama wcielam w
życie, bo i słodycze jem rzadko, a w mojej diecie jest dużo warzyw, kasz i
innych bomb witaminowych), skoro wiem, że od strony dziecka wygląda to po prostu
inaczej.

Cudownie byłoby, gdyby dzieci nad batona przekładały ciasteczka z suszonych
owoców, jakie kiedyś proponował Jamie Olivier, ale tak po prostu nie jest i nie
będzie. Oczywiście, jestem za wpajaniem dobrych nawyków żywieniowych, nie
popieram urodzin w McDonalds, itepe, ALE gdy wiem, ze zaproponowanie dziecku
kaszy z owocami w ramach drugiego śniadania, skończy się co najwyżej tym, że
dziecko pozostanie głodne.
A drożdżówkę zje i ona doda mu energii, podobnie jak mi dodaje energii Snickers
zjedzony podczas całodniowej wyprawy górskiej albo podczas jazdy na rowerze po
lesie. Kto nie zaznał dużego wysiłku fizycznego, ten nie wie, jak organizm spala
każdą porcję energii, którą mu się dostarcza. Sceptyków odsyłam do wywiadu z
Justyną Kowalczyk, zapewniam, że wspomina tez o słodyczach.

I proszę zauważyć, że ciągle mówię o niedużej porcji słodyczy zjadanej przez
normalne dziecko, które popołudnia spędza na dworze, nie przy komputerze.

Pozdrawiam panie i lecę zjeść śniadanie. Miskę truskawek z jogurtem.

:)
--
Truskawki

  Re: zgadzam się, vespertine
   narcyza5   02.06.09, 10:02 zarchiwizowany
też tu widzę morze szerokie teorii;(.


--
Niezmiennie jest mi przyjemnie,
gdy świat sobie radzi beze mnie

  Re: Muffiny przez 30 dni?
   hania55   02.06.09, 10:44 zarchiwizowany
Vespertinee, po dużym wysiłku fizycznym, który nie jest mi obcy, również
posiłkuję się batonikiem albo kanapką z nutellą czy z masłem orzechowym. W
trakcie długodystansowych biegów łykam żele izotoniczne, żeby doładować
akumulatory i przeżyć ;-) Jednak nadal uważam, że składnikiem CODZIENNEJ diety
ani dorosłego ani dziecka nie powinny być słodycze, a 1-2 muffiny dziennie to
spora dawka cukrów prostych. Nie zamierzam wtrącać się do sposobu żywienia /
wychowywania Waszych dzieci. Po prostu wyrażam zdziwienie.

Narcyzo, nie umiem Ci odpowiedzieć, co Twój przedszkolak ma zabierać na
podwieczorek zamiast ciastek, ponieważ nie znam jego upodobań ani zwyczajów
przedszkolnych. Poza tym nie wychowuję przedszkolaka, więc, masz rację, moje
postulaty to morze teorii. Być może nakręconej artykułami o rosnącym procencie
nastolatków z cukrzycą w tzw. krajach rozwiniętych.

--
"Wiadome wszystkim, nieliczne grupy awanturników prowadzą swoją zakulisową i
kierowniczą działalność."

  Re: Muffiny przez 30 dni?
   atrakcyjnykret   02.06.09, 11:25 zarchiwizowany
Biedne muffiny, ale im się dostało... Podstawą dobrego odżywiania nie jest liczenie kalorii,
czy stosowanie bardzo wymyślmych diet, które mówią, że to czy tamto jest bardziej czy
mniej zdrowe, ale poziom naszej świadomości, konsekwencja i odporność na manipulację.
Najważniejsze jest, żeby potrawy były przygotowywane przez nas samych z miłością do
tych, którzy będą je spożywali (w wielu kulturach osoby przygowawujące posiłek
najpierw zażywają kąpieli, a potem w czasie całego procesu w ciszy powtarzając mantry
wykonują swoją misję). My w naszej rodzinie największy nacisk kładziemy na jakość
składników: mąkę na chleb i ciasta staramy się przygotować sami mieląc ziarno w młyku
do zbóż. Myślę, że właśnie galeria potraw promuję najważniejszą rzecz w procesie
odżywiania - samodzielne przygotowywanie potraw i dzielenie się doświadczeniami.
Wydaje mi się, że pewne osoby wypowiadające się tak autorytatywnie na temat
odżywiania dzieci, posiadają wiedzę li tylko teoretyczną. Dzieci nie będą jadły rzeczy
zdrowych, ale fajne , śmieszne, zabawne... Dlatego muffinki, które można zrobić z dobrej
mąki, zmielonych orzechów i migdałów, miodu, cukru trzcinowego ( używam często gur -
zaraz wywiąże się dyskusja, że to też niezdrowe) i wiejskich jaj są idealnym drugim
śniadaniem. My bardzo często dajemy dzieciom muffinki...

Viva muffinki


  Re: Muffiny przez 30 dni?
   buterfly5   02.06.09, 13:50 zarchiwizowany
Miałam podobny dylemat, jestem mamą przedszkolaczka. Ponieważ pracuję w norweskim
przedszkolu, podglądam, co rodzice dają dzieciom i co te zajadają najchętniej. Dzieci
noszą ze sobą pełne wyżywienie na cały dzień plus 1 dowolny owoc (owoce są
popołudniu dzielone na kawałki i dzieci częstują się tym, na co mają ochotę) przedszkole
zapewnie tylko 1ciepły lunch tygodniowo) Słodycze jakiekolwiek są absolutnie zakazane,
więc problem rozwiązuje się sam:-) (Choć muffinki uwielbiamy, jednak raz w miesiącu w
zupełności wystarczy) Zakazane są również soki i jakiekolwiek słodkie napoje. Dzieci
dostają mleko do śniadania i pyszną kranówę przez resztę dnia:-) To naprawdę proste a
genialne. Od kiedy moje dzieci piją głównie wodę, mają lepsze apetyty. Wcześniej
zamulone sokami marudziły przy jedzeniu baardzo.
Na codzień moja córcia dostaje do pudełka pojedyncze kanapki z ciemnego chleba
(przykrywam je specjalnymi bibułkami po obłożeniu) z sałatą i... a to z serkiem, wędlinką,
domową pastą lub pasztetem. Do tego mini pomidorki, marchewki, pokrojone ogórki,
oliwki czy kawałki papryki. Czasami jogurt, kawałki wędzonego łososia lub sera
(zauważyłam, że dzieci chętnie jedzą też makrelę w pomidorach rozsmarowaną na
kanapce lub w pudełeczku) Na sniadanie często robię jej owsiankę (gorącą wlewam do
pojemnika, ok. 9 na śniadanie ma idealną temp.)
--
Mała księżniczka

  Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   lunatica   02.06.09, 19:10 zarchiwizowany
ale nie tylko :-) można podpatrzeć, co i jak wrzucić do pudełka śniadaniowego:

veganlunchbox.blogspot.com/
healthylunchbox.blogspot.com/
--
drzwi do lasu

  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   bobralus   02.06.09, 22:48 zarchiwizowany
o jakie fajne:) a co do wiedzy "teoretycznej", to jak mawiala moja wykladowczyni
psychoterapeutka w kiludziesiecioletnim stazem: "Klientom, ktorzy wam zarzuca,
ze nie mozecie sie zajmowac ich problemami, bo nie cierpieliscie na taka
chorobe/nie mieliscie takich problemow/nie macie dzieci/jestescie za mlodzi i
nic nie przezyliscie mowcie, ze macie wiedze, ktora pozwala wam pomagac i ze od
kardiochirurga nikt nie oczekuje, aby przezyl zawal serca." Teoria dotyczaca
zdrowego sposobu odzywiania jest poparta empiria i badaniami, wystarczy jedynie
ja praktycznie zastosowac w swoim przypadku i tyle.
--
zobacz, z czego robi się parówki :)

  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   cipcipkurka   03.06.09, 08:40 zarchiwizowany
Bobralusie/Bobralusiu ;-), niestety przy dzieciach teoria swoje, a praktyka swoje. Zawsze
mnie zastanawia, dlaczego przy okazji dyskusji dot. karmienia dzieci najgłośniej krzyczą
ci, co dzieci nie mają, a podpierają się przykładem koleżanki lub swoim sprzed +/-
trzydziestu lat (a propos, mama mojego kolegi twierdzi, że on jadł schabowe mając trzy
miesiące, mniej więcej w tym samym czasie, gdy zaczął korzystać z nocnika, na szczęście
kolega ma dzieci i nie rozpowszechnia teorii, że jest to możliwe, bo tak mu mamusia
opowiadała). Też kiedyś tonęłam w morzu teorii i ideałów. Niestety, okazałam się matką
nieperfekcyjną, bo nie umiałam ich wcielić w życie. Ale życzę, by Wam się to udało.

--
Snakker du norsk?

  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   bobralus   03.06.09, 09:10 zarchiwizowany
Cipcipkurko:) Nie mowie, ze wszystkie matki musza byc idealne, wystarczy, ze
beda "wystaraczajaco dobre":), nikomu nic nie chce nic wykrzyczec, mowie
jedynie, ze ktos kto nie posiada dzieci, moze posiadac wiedze na temat ich
zywienia, wychowania itd. Gdybys miala problem z zachowaniem dziecka lub jego
otyloscia, to koniecznie musialabys isc do psychologa lub dietetyka, ktory sam
posiada dzieci? A jesli dziecko choruje, to trzeba tez isc do pediatry, ktory
sam jest ojcem/matka? Chodzi mi o to, ze wiele matek dyskredytuje wiedze/
kompetencje innych osob, poniewaz "zobacza jak to jest, jak same urodza". I na
koniec: teoria nie jest niczym wyssanym z palca, juz dawno minely czasy Freuda
czy innych, ktorzy po prostu cos wymyslili i tak jest, teraz kazda teoria
wywodzi sie z jakiejs obserwacji, a nastepnie jest popierana wieloma badaniami,
nie sa to wiec czcze wymysly bezdzietnych badaczy w laboaratorium. No i imho
przyklad bliskich znajomych lub dzieci, z ktorymi mialam stycznosc niejako na
polu zawodowym (rozumiem, ze te mamy co juz odchowały dorosle dzieci sa juz
"przeterminowane"?:D)jest czyms innym niz relacje matki idealistycznie
znieksztalcajacej przeszlosc. Skoro widze cos na wlasne oczy, to wiem, ze jest
to mozliwe, gdybys Ty owa matke znala te kilkadziesiat lat temu i widziala jej
3miesieczne dziecko siedzace na nocniku, tez uznalabys, ze to mozliwe, prawda
(chociaz nie uwazam, ze byloby to dla kogokolwiek pozyteczne)? Ale ja naprawde
nie chce nikogo strofowac i oceniac za "jakosc macierzynstwa", po prostu
wyrazilam swoje zdziwienie i tyle, odezwaly sie glosy, ze to ok, ale tez glosy
osob, ktore daja dzieciom slodycze okazjonalnie, wiec nie jest chyba tak, ze to
tylko moja i innych "krzykaczek" opinia.
--
zobacz, z czego robi się parówki :)

  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   cipcipkurka   03.06.09, 09:54 zarchiwizowany
Bobralusie,
po pierwsze---to nie Ty krzyczysz, Ty mówisz i to rozsądnie, choć nie ze wszystkim, co
mówisz, mogę się zgodzić.
Po drugie---nie trzeba mieć dzieci, żeby się na nich znać. Ale trzeba mieć dzieci, żeby
zrozumieć, że dzieci mogą marudzić przy jedzeniu i mają w nosie nasze teorie i dobre
chęci, chociaż to my wiemy lepiej, co jest dla nich dobre. Można mieć odruch wymiotny na
sam widok szpinaku, a akurat nasze pokolenie wie to lepiej niż jakiekolwiek inne :)
Oczywiście, zaraz usłyszę, że nie trzeba jeść szpianku, można brokuły, ale co zrobić, jak
brokuły też są be? I tak, zgadzam się, że batonik zamiast zupki jest kiepskim pomysłem,
natomiast nie atakowałabym matki, która daje często dziecku własnoręcznie zrobioną
mufinkę, bo skąd wiemy, co oprócz tej mufinki jest w lanczboksie ;-) przedszkolaka? Może
jest też tam marchewka, brokuły i jogurt naturalny? Czy ta jedna słodka rzecz dziennie
ma od razu dziecko utuczyć? Zrobić z niego cukrzyka? Trąci mi to fanatyzmem ;-) Nie
można porównywać dziecka z 10 czy 20 kg nadwagi, które żywi się czipsami, kolą i
dropsami z dzieckiem, które codziennie dostaje niewielką słodką przekąskę na deser.
Oczywiście idealnie byłoby, gdyby dziecko rzucało się na bure morele suszone ze sklepu
eko w pogardzie mając czekoladkę, ale się nie da---a ja to doskonale rozumiem, bo znam
swoje preferencje.
Najważniejszy jest umiar, także w głoszonych teoriach.
Ręka do góry, kto nie zje dziś NIC słodkiego. I to nie dlatego, że właśnie jest na diecie i
chce zrzucić zbędne kilogramy (te wychodowane w dzieciństwie na drożdżówkach i
pustych kaloriach oczywiście).
--
Snakker du norsk?

  ręka do góry
   hania55   03.06.09, 10:01 zarchiwizowany
cipcipkurka napisała:


> Ręka do góry, kto nie zje dziś NIC słodkiego. I to nie dlatego, że właśnie jest
> na diecie i
> chce zrzucić zbędne kilogramy (te wychodowane w dzieciństwie na drożdżówkach i
> pustych kaloriach oczywiście).


Nie jestem na diecie. Nie mam zbędnych kilogramów do zrzucenia. Nie rzucam się w
otchłań fanatyzmu i samoumartwiania - po prostu nie mam potrzeby codziennego
jedzenia słodyczy.

--
What a night to fly my kite on

  Re: ręka do góry
   poughkeepsie   03.06.09, 16:27 zarchiwizowany
ja jak Hania. Cukier to takie uzależnienie jak każde inne stąd potrzeba jedzenia
czegoś słodkiego codziennie niezależnie od wieku.
Trzeba mieć dzieci żeby wiedzieć, że one marudzą przy jedzeniu?To się uśmiałam.
Bobralusie, nie pamiętam żeby ktokolwiek tak sensownie tutaj pisał o żywieniu.
Chapeau bas!
--
Komitet Pomocy dla Zwierząt

  Cieszę się, że dzięki mnie się uśmiałaś :)
   cipcipkurka   04.06.09, 07:17 zarchiwizowany
Śmiech to zdrowie, więc Ci nie zaszkodzi.
Masz rację, nie trzeba mieć dzieci, żeby wiedzieć, że marudzą. Ale trzeba je mieć, żeby się
przekonać, że czasem nie mamy na to wpływu. Mimo najszczerszych chęci i wiedzy
teoretycznej.
--
Snakker du norsk?

  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   sylwia1607   03.06.09, 11:10 zarchiwizowany
Pracowalam przez jakis czas w przedszkolu (Niemcy) i u nas bylo tak, ze dzieci mialy
obiady na miejscu, ale drugie sniadanie przynosily ze soba. Znalam matki i dzieci, ich
zasady zywienia. Bardzo mnie zdziwilo, ze matka, ktora sama jest wegetarianka i dziecko
rowniez (zakazywala dziecku jesc miesa, wpajala teorie o zabijaniu itd) na drugie
sniadanie dziecko mialo zawsze slodycze, slodkie bulki, paczki, "zdrowe jogurty",etc,
dziecko mialo tez nadwage, bylo osowiale i ciagle zestresowane. Byly tez dzieci z
calkiem "normalnych", "miesozernych" rodzin, ktorym rodzice nie wmawiali o zabijaniu,
kurzych klatkach i tym podobnych, a dzieci jadly wszystko, lacznie ze szpinakiem i
suszonymi owocami, na sniadanie mialy kanapki z wedlina/serem/warzywami, mialy tez
cos slodkiego od czasu do czasu, te dzieci oczywiscie nie mialy nadwagi, byly wesole i
szczesliwe....Oczywiscie, ze rozmawialismy na ten temat z rodzicami, tylko
niektorzy "slodycze" traktowali jako zloty srodek albo nagrode...


  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   poughkeepsie   03.06.09, 16:29 zarchiwizowany
i ta jedna głupia matka wegetarianka ma być dowodem na co?Bo znam całą masę
rodziców wegetarian i nie znam ludzi karmiących bardziej zdrowo dzieci niż oni.
--
Komitet Pomocy dla Zwierząt

  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   sylwia1607   03.06.09, 16:38 zarchiwizowany
A widzisz ja znam. Mam caly czas kontakt z dziecmi, mlodzieza, i wiem co jedza i jakie
nawyki zywieniowe maja, wiec nie ma sensu dyskutowac. Ty wiesz swoje ja swoje:-)

  Kurko - ja ręka w górę i noga też
   jacek1f   03.06.09, 17:32 zarchiwizowany
i moge tak tygodniami trzymac w górze:-) Bez słodkiego, spoko.
:-)

Ale oprocz wpadki w tłumzczeniu ksiazki pewnie, lub ewoidentnego bledu ewentualnie
autora z 3 dni na 30... to skladniki nie sa jakies straszne, prawda?

A dodatki do dodania:-) są ok.

I moze nie codziennie po 20-3 mufinki takie, ale bez przesady.
Ja zmniejszyłbym ilośc cukru i robil sobie jako Mlodemu wytrawne czasem zamiast buly - z
oliwkami, kaparami, szynka, schabem, suszonymi pomo, paprykami itp... Jak to z
mufinkami bywa.

Umiar umiar umiar :-)

  noo, to mamy doborowe towarzystwo niesłodyczowców,
   cipcipkurka   03.06.09, 18:05 zarchiwizowany
Hania i Jacek :)

Jacku, o Tobie wiem, że Ty jesteś nie teges, jeśli idzie o słodycze. I wiesz, ja też kiedyś
byłam, ale mi niestety minęło.

Ptasie mleczko kokosowe rulez ;-)
--
Snakker du norsk?

  Re: noo, to mamy doborowe towarzystwo niesłodyczo
   hania55   03.06.09, 22:15 zarchiwizowany
Jestem niesłodyczowa od dziecka. Ku zmartwieniu babć i cioć, które nie wyobrażały sobie, żeby
dziecko nie jadło słodyczy. Moi rodzice nie jedli, więc nie widzieli specjalnej potrzeby, żeby nam
dawać. Żeby nie było - mama zawsze piekła fantastyczne ciasta, a i w głębokim PRLu zdarzało jej
się zrobić słynny blok czekoladowy. Ale kartki na cukier raczej były oddawane bardziej
potrzebującym, bo u nas nigdy się nie przejadało nawet tak skromnego limitu.

Teraz też lubię czasem zjeść coś słodkiego. Nawet, raz na jakiś czas, batonik albo sezamki, ale
naprawdę nie codziennie.

--
"Wiadome wszystkim, nieliczne grupy awanturników prowadzą swoją zakulisową i kierowniczą
działalność."

  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   poughkeepsie   03.06.09, 17:37 zarchiwizowany
no ale nie rozumiem Twojej odpowiedzi kogo znasz?Ja pytam na co dowodem mają być
nawyki jednej osoby. I mam uwierzyć, że oczywiście cała reszta rodziców
mięsożernych odżywia doskonale siebie i dzieci, bo tak?Nie lubię bezmyślnego
generalizowania, nic więcej.
--
Komitet Pomocy dla Zwierząt

  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   nobullshit   04.06.09, 02:06 zarchiwizowany
cipcipkurka napisała:

> Zawsze mnie zastanawia, dlaczego przy okazji dyskusji dot. karmienia dzieci
najgłośniej
> krzyczą ci, co dzieci nie mają.
Otóż to. Kiedy się ich dorobią, na pewno im - za przeproszeniem - rura zmięknie. :)
(Nie mówię o Bobralus, ona gada w miarę rozsądnie i proponuje ciekawe rzeczy).

A przede wszystkim - CZY LISKA KOGOŚ PROSIŁA, żeby się wypowiadał na temat tego,
co daje do jedzenia swojemu dziecku? Nie mówiąc o tym, że osoby, które Liskę
znają z innych forów i bloga, powinny walnąć się w głowę czymś ciężkim, zanim
zarzucą jej, że karmi dziecko niezdrowo.

(Ale a propos "znania" - niektórzy wiedzą również, kim jest "atrakcyjny kret". I
że jego posty są troche nie bałdzo. A przecież on wcale nie musi się wypowiadać.
"Prawdziwa cnota krytyk się nie boi". )


--
Wydawnictwa i ich obyczaje

  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   jelly-bean   04.06.09, 10:07 zarchiwizowany
rękami i nogami się podpisuję - do kurki i nobull

1. też mam wrażenie, że co do żywienia dzieci wypowiadają się osoby rozpatrujące
problem raczej teoretycznie, niż praktycznie. też mi się kiedyś wydawało, że będę syna
żywiła zdrowo i różnorodnie. I co mogę zrobić teraz, kiedy on może na każdy posiłek jeść
jajka, a z roślin uznaje tylko to co w zupie i czarne oliwki. Mam wyjść z zasady - jak
zgłodnieje to zje w końcu? - potrafi tak nie jeść cały dzień. Ciekawe, jak to się ma do
teorii o regularności posiłków.

to ja już wolę od czasu do czasu dać muffina, którego sama upiekę, o którym wiem, że
zawiera świeże jajka, a nie jakiś proszek, masło, a nie tłuszcze trans, i całą resztę
niewiadomego pochodzenia. jestem w stanie kontrolować ilość cukru
większość dzieci lubi słodkie - i cały myk polega, żeby to słodkie dać, przemycając
również zdrowsze elementy - płatki owsiane, owoce suszone itp

ja już wolę po raz kolejny zrobić ten omlet i przemycić tam trochę posiekanych warzyw.

niestety, nawet najlepsze chęci nie pomagają w zderzeniu z asertywnością i smakami
niektórych dzieci.

2. również mam wrażenie, że większość dyskusji skupiła się tutaj nie na przepisie, tylko
na atakach w stronę autorki. przykro tym bardziej, że kiedyś wypowiedzi wyglądały
zupełnie inaczej. niechęć? zazdrość?
przykro mi bardzo.


  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   momas   04.06.09, 10:12 zarchiwizowany
A ja podziwiam Liskę :)
Za to, ze jest twarda nie dała sie sprowokować :)

--
Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.

  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   jelly-bean   04.06.09, 10:17 zarchiwizowany
momas napisała:

> A ja podziwiam Liskę :)
> Za to, ze jest twarda nie dała sie sprowokować :)
>

też się zgadzam :)

  jesli prowokacja to dla ciebie
   znana.jako.ggigus   04.06.09, 10:34 zarchiwizowany
otrzezenie, ze sie surowych jajek w stanie otwartym nie przechowuje w lodowce
inie karmi nimi dzieci, to hm, ciekawe podejscie.
bo ostrzeganie o prochnicy i cukrzycy - w obliczu ilosci otylych dzieci i
alarmow GW - jest troche banalne, ale jak widac, nie dociera
--
Eeela w kolejnym wcieleniu. Tym razem jako (niezbyt poprawna językowo) forumowa
policjantka: No i czego tak brzydko kłamiesz?.

  dlaczego niechec i zazdrosc?
   znana.jako.ggigus   04.06.09, 10:32 zarchiwizowany
dlaczego zwrocenie uwagi, ze jedzenie slodyczy codziennie ma byc niechecia? i
zazdroscia o co?


ale 3 choroby w jednej potrawie, bo to jeszcze te 30 dni plus surowe jajka to
niezla ilosc, jak na biedne muffiny. szkoda ze autorka watku nie napisala, jak
sie czuje jej corka.
--
Eeela w kolejnym wcieleniu. Tym razem jako (niezbyt poprawna językowo) forumowa
policjantka: No i czego tak brzydko kłamiesz?.

  takie sa reguly forum, jak kazdej
   znana.jako.ggigus   04.06.09, 10:28 zarchiwizowany
innej dyskusji, ze temat ulega zmianom.
A poza tym 30 dni ciasta na surowych jajkach to salmonella.
niezle jak na jedna potrawe - cukrzyca, prochnica, salmonella.
--
Eeela w kolejnym wcieleniu. Tym razem jako (niezbyt poprawna językowo) forumowa
policjantka: No i czego tak brzydko kłamiesz?.

  Re: takie sa reguly forum, jak kazdej
   jelly-bean   04.06.09, 10:38 zarchiwizowany
nie mam pretensji o to, że dyskusja ewoluowała. tak bywa zwykle.

chodzi mi o to, że niektóre osoby zaciekle atakujące sposób żywienia (zresztą - jak
można określać cały sposób żywienia dziecka po sformuowaniu, że się czasem daje
dziecku na 2 śniadanie muffiny...) - kiedyś zupełnie inaczej odnosiły się do Liski, kiedy
jeszcze aktywniej działała na różnych forach gazetowych. Mnie przynajmniej ta zmiana
zaskoczyła bardzo przykro.

a poza tym - kurcze, na GP pojawia się dziesiątki przepisów na ciasta, ciastka, tory,
desery - czemu akurat tutaj wyszła dyskusja o szkodliwości cukru? - przecież takie
zarzuty o propagowanie cukrzycy i otyłości można by przy mnóstwie wątków umieścić.


  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   atrakcyjnykret   03.06.09, 09:26 zarchiwizowany
To dlatego szkoła psychologii reprazentowana przez twoją wykładowczynię tak mało wie o
człowieku. Stare kultury mówią, że prawdziwa mądrość powstaje z kontemplacji doświadczenia.
Kiedyś Stan Grof(Esalen Institute) opowiadał mi, że kiedy pierwszy raz spotkał Swami
Muktanandę ten, wskazał na niego palcem i powiedział " O ten to już widział Sivę". Na szczęście
są kierunki w psychologii Zachodniego Świata - psychologia pranspersonalna - które
doświadczenie stawiają na pierwszym miejscu. Radziłbym Ci zmienić wykładowczynię, albo trochę
kraytyczniej podejść do jej wywodów.

  Re: Ku inspiracji i rozwadze praktyków,
   atrakcyjnykret   03.06.09, 09:34 zarchiwizowany
Przepraszam za literówkę powinno być psychologia transpersonalna

  za prochnice i cukrzyce II
   znana.jako.ggigus   03.06.09, 22:24 zarchiwizowany
corka Ci wkrotce podziekuje.
Moze to teraz brzmi zbyt dramatycznie i ze ja tutaj z zakonu sobie wiecznie
odmawiajacych, ale codziennie muffiny to jak to ladnie mowia -grob kopie sie
wlasnym widelcem, albo inna wersja - mamy kopie grob.
--
Eeela w kolejnym wcieleniu. Tym razem jako (niezbyt poprawna językowo) forumowa
policjantka: No i czego tak brzydko kłamiesz?.

  Re: za prochnice i cukrzyce II
   narcyza5   03.06.09, 22:55 zarchiwizowany
co ty wiesz o cukrzycy, znana.jako.giggus...


--
Niezmiennie jest mi przyjemnie,
gdy świat sobie radzi beze mnie

  Re: za prochnice i cukrzyce II
   cipcipkurka   04.06.09, 07:19 zarchiwizowany
Jeśli tyle samo, co o gotowaniu makaronu, to ja się mogłabym wiele nauczyć :)
--
Snakker du norsk?

  Re: za prochnice i cukrzyce II
   vespertinee   04.06.09, 09:07 zarchiwizowany
HI hi hi...
--
Truskawki

  tak, cipcipkurko
   znana.jako.ggigus   04.06.09, 10:30 zarchiwizowany
przede wszysstkim moglabys sie nauczyc szacunku sdla wspoldyskutantow, ale to
jak wolanie na puszczy.
--
Eeela w kolejnym wcieleniu. Tym razem jako (niezbyt poprawna językowo) forumowa
policjantka: No i czego tak brzydko kłamiesz?.

  Re: tak, cipcipkurko
   cipcipkurka   04.06.09, 11:01 zarchiwizowany
Szanowna Znana.jako.ggigus!

Myślę, że mogłabym, masz rację. Natomiast w dalszym ciągu wydaje mi się, że nie Ty
byłabyś dla mnie wzorem. I nie chodzi mi o to, że piszesz nicki z małej litery, no taki już
Twój urok, nie Ty jedna zresztą. Przeczytaj dokładnie swoje posty skierowane do autorki
wątku i odpowiedz sobie (mnie nie musisz), gdzie widzisz tam przejaw szacunku
dla "współdyskutantów". Kajam się, mój post był złośliwy, nie byłam w stanie się
powstrzymać, co źle o mnie świadczy, trudno. Ale jesteś bez winy, że tak swobodnie
rzucasz kamieniem?
--
Snakker du norsk?

  Re: tak, cipcipkurko
   znana.jako.ggigus   04.06.09, 16:01 zarchiwizowany
nie, nie jestem ale nie jestem agresywna i nie pisze takich postow.
I nie musze byc dla Ciebie wzorem, nie wiem, skad Ci to przyszlo do glowy.
Chociaz nie, odpowiedz swita mi w glowie, ale sobie daruje.

Co do pisania wielka litera - nie ma takiego obowiazku ani przymusu, pisownia
wielka litera to rzecz, jaka kazdy uzytkownik naszego pieknego jezyka reguluje
sobie sam.

Szczerze Ci wspolczuje, ze Cie taka rzecz u mnie az tak straszliwie drazni,
musisz miec naprawde porzadnie zszargane nerwy.

Brak szacunku do wspoldyskutantow - mialam na mysli ton Twego postu do mnie, czy
chesz, czy nie, jestem Twoja wspoldyskutantka, nawet jesli taak oooojej
ookrponie drazniaca.

--
Eeela w kolejnym wcieleniu. Tym razem jako (niezbyt poprawna językowo) forumowa
policjantka: No i czego tak brzydko kłamiesz?.

  Re: tak, cipcipkurko
   cipcipkurka   04.06.09, 19:51 zarchiwizowany
Ggigusiu,
po pierwsze ja pisałam w próżnię, a nie do Ciebie, po prostu uderz w stół i się nożyce
odezwały :)
Po drugie oczywiście nie ma przymusu pisania wielką literą, no dla mnie to właśnie
kwestia szacunku.
Po trzecie spójrz na swoją sygnaturkę---to według Ciebie przejaw szacunku?
Po czwarte pozdrawiam i z mojej strony bez odbioru.
--
Snakker du norsk?

  wybacz, cipcipkurko
   znana.jako.ggigus   04.06.09, 19:58 zarchiwizowany
pisalas do mnie, post byl adresowany do mnie, wiec nie dziw sie, ze sie
odezwalam.Tak wyglada dyskusja.
Co do sygnaturki - panuje tu wolny wybor. Jestes sygnaturkowa policjantka?
Ciekawe zajecie, mniemam.
Tak, dla Ciebie pisanie wielka litera nickow to kwestia szacunku, a dla mnie
przejawem szacunku jest pisanie zaimkow osobowych, a przede wszystkim ton.
Musisz sie nauczyc, ze nie zawsze to, co dla mnie, cipcipkurki, jest przejawem
czegos , pelni taka sama role w zyciu innych. Dziwie sie nawet, ze do tej pory
jakos tego nie doswiadczylas. Ile ludzi, tyle pogladow...

--
’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three
times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be
your lover - Jarvis Cocker.

  PS brak szacunku - jesli uwazasz, ze
   znana.jako.ggigus   04.06.09, 16:09 zarchiwizowany
gdzies nie okazalam komus szacunku, po prostu podaj cytat ze mnie. Tak jest
najprosciej.
--
Eeela w kolejnym wcieleniu. Tym razem jako (niezbyt poprawna językowo) forumowa
policjantka: No i czego tak brzydko kłamiesz?.

  Re: PS brak szacunku - jesli uwazasz, ze
   bobralus   04.06.09, 17:19 zarchiwizowany
hm no niemilo sie zrobilo, nie chcialam atakowac Liski (czuje sie troche
odpowiedzialna, bo jako pierwsza "rzucilam kamieniem"), wszystkie moje posty
byly rozwazaniem na temat, nie odnoszace sie do autorki watku. Ale jesli sama
pisze, ze jest to przepis idealny, bo dzieki niemu jej dziecko moze jesc
codziennie muffiny w ramach 2sniadania, to sie po prostu zdziwilam i tyle.
Wydawalo mi sie, ze jest to kwestia zwiazana z jedzeniem/zywieniem/kulinariami.
Niczego autorce watku nie zazdroszcze, nie wglebiam sie zbytnio w jej blog, jest
ladnie, ze smakiem zrobiony, ale nie wiem, co to ma do rzeczy?
No i wiem, ze dzieci maja rozne fazy i nie przyszloby mi do glowy wpadac w
histerie i przegladzac, zeby zjadlo swoja "codzienna porcje warzyw". Sama kiedys
odmawialam przez kilka dni jedzenia czegokolwiek innego niz omlet z ziemniakami
(wlasciwie tortilla tylko w jednej warstwie), ale nie mialam nigdy fazy np. na
tajskie curry, bo go nie znalam. I mysle, ze dziecko, ktore nie zyje otoczone
slodyczami na co dzień, tak samo raczej takiej fazy nie lapie. Ale moze sie
myle, co, jak slusznie twierdzicie, pozostaje mi sprawdzic w blizej
nieokreslonej przyszlosci empirycznie:D
--
zobacz, z czego robi się parówki :)

  Re: PS brak szacunku -Bobralusie
   bodzia50   04.06.09, 17:46 zarchiwizowany
bobralus napisała:
jak slusznie twierdzicie, pozostaje mi sprawdzic w blizej
> nieokreslonej przyszlosci empirycznie:D

Bobralusiu :) proponuję od razu dwoje , za chwilę trzecie,
i jeszcze żeby każde" lubiałło" co innego , a i jeszcze współpartner
czyli Luby chciał to ,co mu mamusia robiła, pracuj w tym kierunku,
to jest na początku nawet przyjemne.
--
Bożena

  Re: PS brak szacunku -Bobralusie
   bobralus   04.06.09, 19:01 zarchiwizowany
Oj chyba narozrabialam, skoro mi takich rzeczy zyczysz:) W kazdym razie
przyjmuje te zyczenia w dobrej wierze i dziekuje serdecznie:)
P.S. Luby calkowicie oddal mi sie kulinarnie, ale ja tez swoja pokore mam i u
tesciowej in spe pobieram liczne nauki w kwestii schabowych i innych klasycznych
pozycji. Zeby nie bylo, ze taki potwor ze mnie:)
--
zobacz, z czego robi się parówki :)

  Re: PS brak szacunku -Bobralusie
   bodzia50   04.06.09, 19:23 zarchiwizowany
> Oj chyba narozrabialam, skoro mi takich rzeczy zyczysz:)

przecież z całego serca dobrze Ci życzę:)sama mam troje i wiem jak
jest cudnie ( czasem horror:))
również podglądałam teściową i też wiele się nauczyłam
więcej niż jej własna córka, co się nie robi dla Lubego:)
--
Bożena

  Bodziu i Poughkeepsie
   bobralus   04.06.09, 23:16 zarchiwizowany
Wiem Bodziu i Ci dziekuje, bo taka wesola duza rodzinka jest moim marzeniem:)

Dziekuje Ci bardzo Poughkeepsie za mily komplement dotyczacy moich uwag o zywieniu:)
--
zobacz, z czego robi się parówki :)

  Re: krytykom polecam również...
   jelly-bean   04.06.09, 10:44 zarchiwizowany
.... przepis na piernik staropolski - tam się przechowuje surowe ciasto z SUROWYMI
JAJKAMI około 6 tygodni w lodówce.

jakoś sobie nie przypominam dyskusji o salmonelli, kiedy Apolka podawała ten przepis.
Pamiętam za to wspólne nastawianie ciasta, pieczenie, chwalenie się wypiekami

  Re: krytykom polecam również...
   cipcipkurka   04.06.09, 11:02 zarchiwizowany
Jelly-Bean, ale ktoś już napisał, że w pierniku jest miód balsamujący zwłoki, więc i jajka
też pewnie balsamuje.
--
Snakker du norsk?

  Re: krytykom polecam również...
   pinos   04.06.09, 11:59 zarchiwizowany
Wydaje mi się, że w całej dyskusji nie ma ataku na Liskę - bo Liska napisała, że
to w przepisie stoi 30 dni. Więc część dyskusji jest pt. głupi przepis pani
Allen, bo stoi 30 dni.

A druga część dyskusji związana jest z tym, że gdyby wierzyć blogowi Liski (i
sporej części innych blogów) małe dzieci żywią się wyłącznie ciastami (inni
blogowicze zupami itp.) więc może warto powiedzieć, że muffiny (drożdżówki itp)
to nie jest najbardziej pożądane. A czy ktoś Lisce czy komukolwiek innemu
zabrania karmić dziecię muffinami? Czy krewetkami? czy wreszcie czymkolwiek
innym? Czy w ogóle ma ktoś tu taką możliwość? Dlaczego każda dyskusja musi być
sprowadzona do "nie podoba Ci się, bo zazdrościsz" albo "co ty tam wiesz".

Co do przepisów Liski - jedne podobają mi się bardzo, inne mniej. Jeszcze inne w
ogóle, bo nie trafiają w mój smak. Normalne. Co nie znaczy, że będę po nich
oceniac jej osobę, czy że komentując przepis, komentuję Liskę.

A Liska nie tyle "nie dała się sprowokować", co po prostu potraktowała wpisy
powyżej nie jak dyskusję z nią, czy jej wykonaniem lub aranżacją, a z pewnym
stylem życia, który zaowocował powstaniem takiego przepisu.

Co do "kiedyś było fajniej". Na pewno było inaczej. A teraz wszyscy jesteśmy
starsi, mądrzejsi, więcej wiemy na temat gotowania, więcej na ten temat mamy do
powiedzenia. Dlatego pojawiają się dyskusje. Jak to na forach dyskusyjnych.
--
Chyba widziałam toteczka

  Re: krytykom polecam również...
   duszka30   04.06.09, 14:55 zarchiwizowany
A mnie się wydaje, że większość wpisujących nie komentuje przepisów, tylko właśnie
uczestników, poprzez przepisy.
Zaglądam tu, ale rzadko wychylam się z przepisem, bo szczerze obawiam sie krytyki, nie
zawsze zgodnej z prawdą.
Niektórzy robią to dla zasady lub z nudów poprostu.
I może nie dałabym dziecku codziennie muffina, ale czy czytając ten przepis wpadłam na
pomysł komentowania stylu życia i wychowywania dzieci?...Nie!



--
Ania, Błażej i Makary

  ale CZEGO zu zazdroscic??
   znana.jako.ggigus   04.06.09, 16:06 zarchiwizowany
30 dniowych muffinow? dziecka? grozby prochnicy, cukrzycy, salmonelli, ze zagram
na nucie apostola zdrowia, chociaz w kwestii slodyczy nie jestem swieta?
tak sie zastanawiam na serio - czego mozna lisce zazdroscic? Inwencji w
karmieniu corki chyba nie:)
--
Eeela w kolejnym wcieleniu. Tym razem jako (niezbyt poprawna językowo) forumowa
policjantka: No i czego tak brzydko kłamiesz?.

  Re: ale CZEGO zu zazdroscic??
   vespertinee   04.06.09, 22:45 zarchiwizowany
Kurczę, chyba już więcej nie tknę muffina. Bo salmonella, bo cukrzyca, bo
próchnica...

PS Trochę mnie ten wątek wciągnął, rózne ciekawe teorie można tu poznać ;)
--
Truskawki

  Re: Muffiny przez 30 dni?
   jswm   04.06.09, 21:05 zarchiwizowany
>>Ja zwykle zużywam całą porcję w 2-3 dni,
>>Zużywam je w 2-3 dni.
Autorka przepisu, Rachel Allen utrzymuje, że wytrzymują w lodówce tak długo -
nie wiem, nie
próbowałam.

no i widzisz Lisko, na podstawie tych informacji "towarzystwo" uznało, że
karmisz dziecię muffinami 365 dni w roku...
suuuuper!

  jswm czytaj może ze zrozumieniem
   poughkeepsie   04.06.09, 21:25 zarchiwizowany
Liska napisała "Dzięki temu przepisowi, codziennie rano piekę córce muffiny na drugie
śniadanie" i stąd cała dyskusja, kolejna osoba dopisała, że 1-2 mufiny codziennie dla
dziecka też jest w porządku stąd dyskusja. Także trafiłaś jak kulą w płot.
--
Komitet Pomocy dla Zwierząt

  Re: jswm czytaj może ze zrozumieniem
   jswm   04.06.09, 21:30 zarchiwizowany
tak, to wiele zmienia, codziennie przez 3 dni, dzień w dzień, o zgrozo!

jak tak można i to na TYM forum, my tu wszyscy tak zdrowo, a ona? z muffinami
CODZIENNIE
wyjeżdża


dopiszmy się wszyscy,
dla dobra ludzkości,
dzeci przyszłością narodu

  Re: Muffiny przez 30 dni?
   mysiulek08   05.06.09, 01:55 zarchiwizowany
W kwesti karmienia dziatek sie nie wypowiem (nie posiadam) ale zauwazcie, ze w
przepisie podano :

125 g miękkiego brązowego cukru trzcinowego
160 g mąki pszennej razowej

wiec nie az tak niezdrowo. Jesli pominie sie cukier puder i zwiekszy ilosc razowej maki to
juz w ogole bedzie dobrze :)

Co do 30 przechowywania ciasta w lodowce. Pragne zwrocic Wam uwage, ze przepis jest
amerykanski, a wiec pewnie brane pod uwage mleko i jajka sa marketowe a nie bio czy
eko.

Kiedys trafilam na "amerykanski tydzien" w jednym z marketow. Mleko w galonach-termin
przydatnosci do spozycia 24 miesiace, po otwarciu przechowywac w lodowce, zuzyc w
ciagu 35 dni. Jajka mialy waznosc 90 dni. Bez komentarzy.

Co oczywiscie nie zmienia glupoty przepisu.




--
Jest sobie Kot
Ślimak Made in Chile
Archiwum Babci Volviny

  ale jaja, ze tak powiem :) n/t
   shachar   05.06.09, 02:19 zarchiwizowany


Copyright © Agora SAO nasReklamaOchrona prywatności  Zgłoś problem lub błąd