FotoForum
Załóż konto »
Gazeta.pl next Forum next FotoForum next Hobby, czas wolnynext Żeglarstwo w obiektywie

Żeglarstwo w obiektywie Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane

Poleć tą wypowiedź znajomemu

  Wyprawa na wędzoną makrelę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
   Gość: januszcz   14.04.08, 14:12 zarchiwizowany
Wystartowaliśmy w piątek przed południem aby do wieczora dotrzeć do
Świnoujścia. Tam jak zwykle, taksówką na deptak, jakaś rybka i powrót do
mariny bo trzeba wcześnie wstać. Prognoza pogody była pomyślna i sprawdziła
się. O piątej pobudka, coś na ząb i już przed szóstą meldowałem się na
granicznym punkcie kontrolnym. Miła konwersacja z krulisem i punktualnie o
szóstej mijaliśmy główki świnoujskiego falochronu. Przed nami ponad
siedemdziesiąt mil żeglugi. Żagle postawione i jedziemy. Jest dość zimno, więc
każdy po kolei wchodzi
do wnętrza łódki aby założyć na siebie dodatkowe warstwy odzieży.

Rejs monotonny, urozmaicany jedynie pojawiającymi się w pobliżu statkami.
Innych jachtów nie widać co nas bardzo dziwi bo pogoda jest żeglarska. Dmucha
4 do 6 B z SW więc poruszamy się żwawo na pełnych wiatru żaglach.

Po siedemnastu godzinach takiej żeglugi jesteśmy przy boi podejściowej do
Roenne (prawidłowo powinienem napisać literkę "o" taką przekreśloną) i
zaczynamy podejście. Jest godzina dwudziesta trzecia i ciemno. Światła lądu co
raz wyraźniejsze i daje się bez trudu wyłowić te właściwe służące do
nawigacji. Niestety rozpoznanie świateł nie zgadza się z tymi, które mam na
mapie. Płyniemy wzdłuż kamiennego falochronu, który wydaje się nie mieć końca.
Światło sektorowe, które powinienem mieć z prawej burty jest przed dziobem.
Zmniejszam prędkość i obserwuję wskazania echosondy. Jak na razie głębokości
nie wzbudzają niepokoju i zgadzają się z pozycją na mapie.
No cóż - myślę sobie, Duńczycy zmienili oznakowanie a moja mapa nie jest już
nowa. Naradzam się z moim załogantem, który już wchodził do Roenne, ale w
porze dziennej. Kolega jest pewny, że tuż za kamiennym falochronem i boją
możemy kręcić na wejście do portu. Jego pewność siebie dodała mi skrzydeł bo
zamierzałem pływać w pobliżu portu do rana aby wejść w porze dziennej.

Wejście do nieznanego portu, w dodatku nocą jest zawsze emocjonujące,
dlatego zaraz po zacumowaniu wypiliśmy po drinku za "szczęśliwe ocalenie":))

Rano poszedłem opłacić postój w marinie i nabyłem upragnione żetony
prysznicowe.
Potem śniadanko i krótki spacer do wypożyczalni rowerów, która położona
strategicznie tuż obok mariny działała sobie w najlepsze mimo niedzieli.
Wyposażeni w pojazdy, pojechaliśmy do starej części miasta, gdzie architektura
zatrzymała się na czasach, kiedy żył i tworzył Hans Christian Andersen, który
jakoś mimowolnie przypomniał mi się, gdy zobaczyłem na trawniku kilka
kruczoczarnych ptaków, wypisz – wymaluj jak te z jego bajki o królowej śniegu.

Stare miasto jest położone w północnej części Roenne i blisko stamtąd do
Hasle, choć
dziesięć kilometrów dla kogoś, kto ze dwadzieścia lat nie siedział na rowerze
było jakimś wyzwaniem...
Hasle wybraliśmy świadomie. Ten mały, rybacki porcik
znany jest z licznych wędzarni ryb morskich, wędzonych tradycyjnie w dymie drzew
liściastych.
Zdecydowałem się na makrelę z Kartofelsalat. Smakowało to wybornie i
zregenerowało nadwątlone wysiłkiem siły. Z Hasle wróciliśmy do Roenne tą samą,
wspaniałą ścieżką rowerową, wijącą się w pachnącym żywicą lesie. Po drodze
mijaliśmy się z licznymi rowerzystami, uśmiechniętymi i pozdrawiającymi
nieznajomych.
Tym razem postanowiliśmy zobaczyć śródmieście stolicy wyspy. Zabudowa niska,
dachy ceramiczne i jeden nowy budynek z dachem płaskim, który pasował jak róża
do kożucha.
Na śródmiejskim rynku skonsumowaliśmy lody, które należały nam się jak psu buda.

Dzionek zbliżał się do końca więc pojechaliśmy do mariny aby zażyć kąpieli i
zdobyć prognozę pogody. Prognoza była pomyślna i zdecydowałem, że z rana
popłyniemy na Christiansoe Trzy maleńkie, skaliste wysepki z zamkiem, położone
około dziesięć mil na wschód od Bornholmu są prawdziwą atrakcją, choć znam paru
ludzi, którzy twierdzili, że nie ma tam nic ciekawego. Takie miejsca najlepiej
poznawać empirycznie. Niestety nie było nam sądzone zwiedzenie tych wysepek,
ponieważ wiatr postanowił zadrwić z meteorologów i począł wiać dokładnie ze
wschodu.
Taka zmiana kierunku wiatru podsunęła nam myśl o rejsie do Kołobrzegu. Niestety,
kiedy byliśmy już w morzu, wiatr odkręcił sobie na południe więc skorygowałem
kurs na Świnoujście. Około jedenastej na kierunku południowo – zachodnim
pokazały się czarne chmury. Miałem wrażenie, że to tylko ulewa, ale błyski i
basowe pomruki sugerowały aż nadto dobitnie, że wkrótce znajdziemy się w centrum
burzy. Zarefowano grota i czekaliśmy na rozwój sytuacji. Wiatr najpierw znacznie
osłabł a potem przyspieszył przekraczając czterdzieści węzłów. Burza czyniła
znaczne postępy i pioruny poczęły bić wokół nas.
Dość trwożnie nam się zrobiło na duszy i wkrótce z nieba runęła ulewa, jakiej
dawno nie widziałem. Szpiczaste do tej pory fale zaczęły się zaokrąglać a
uderzające w nie ogromne krople deszczu tworzyły na powierzchni fal coś w
rodzaju stojących igieł jak na grzbiecie jeża. Do tego ciemne chmury zabarwiły
wodę na kolor ołowiu. Burza bawiła się z nami około pół godziny i poszła nad
Bornholm. Wraz z ustaniem deszczu fale wróciły do swoich kształtów i pokazało
się słońce. Tylko wiatr po raz kolejny odkręcił i teraz możliwa była żegluga w
kierunku Zatoki Greifswaldzkiej lub powrotem do portu wyjścia.
Wybraliśmy Greifswalden Boden i dalej już było bez przygód. Na boję Landtief B
trafiliśmy
bez problemu a następnie wybagrowaną rynną weszliśmy do zatoki kierując się do
mariny Kroeslin.

W Kroeslinie od rana wiało osiem do dziewięciu B i nikt z portu nie wypływał.
Dopiero koło południa udało nam się wyjść na rzekę Pianę. Po minięciu dwóch
otwieranych w określonych godzinach mostów zacumowaliśmy nocą w Karnin.
Następnego dnia "żeglowaliśmy" na silniku (siła wiatru – zero) przez
oba zalewy: polski i niemiecki by przed zmierzchem zameldować się przy rodzimej
keji.
Ciekawostka: na niemieckiej części zalewu spotkaliśmy estońskiego samotnika,
który ŁÓDKĄ z wiosłami i małą, sześciokonną hondą płynął w kierunku Szczecina.
Podróż swoją rozpoczął w Manchesterze (GB). No zobaczcie sami: wariatów na tym
świecie nie brakuje…

J.

  Re: Wyprawa na wędzoną makrelę
   januszcz   14.04.08, 14:44 zarchiwizowany
A teraz zdjęcia...

  Re: Wyprawa na wędzoną makrelę
   januszcz   14.04.08, 14:52 zarchiwizowany
--
navigare necesse est,vivere non est necesse

  Re: Wyprawa na wędzoną makrelę
   januszcz   14.04.08, 15:01 zarchiwizowany
--
navigare necesse est,vivere non est necesse

  Re: Wyprawa na wędzoną makrelę
   januszcz   14.04.08, 15:05 zarchiwizowany
--
navigare necesse est,vivere non est necesse

  Re: Wyprawa na wędzoną makrelę
   januszcz   14.04.08, 15:13 zarchiwizowany
--
navigare necesse est,vivere non est necesse

  Re: Wyprawa na wędzoną makrelę
   januszcz   14.04.08, 15:31 zarchiwizowany
--
navigare necesse est,vivere non est necesse

  Re: Wyprawa na wędzoną makrelę
   januszcz   14.04.08, 15:54 zarchiwizowany
--
navigare necesse est,vivere non est necesse

  Re: Wyprawa na wędzoną makrelę
   januszcz   14.04.08, 16:02 zarchiwizowany
--
navigare necesse est,vivere non est necesse

  Re: Wyprawa na wędzoną makrelę
   januszcz   14.04.08, 16:05 zarchiwizowany
Estończyk płynie samotnie na łodzi wiosłowej z silniczkiem. Jak sam twierdził z
Manchesteru w Wlk. Brytanii.
--
navigare necesse est,vivere non est necesse

  Re: Wyprawa na wędzoną makrelę
   ortodox   15.04.08, 20:51 zarchiwizowany
Jak zwykle ... piękny reportaż. Nic, tylko zacisnąć zęby i czekać na rozpoczęcie sezonu
na śródlądziu.
pozdrawiam

--
Żeglarstwo w obiektywie

  Re: Wyprawa na wędzoną makrelę
   januszcz   15.04.08, 23:28 zarchiwizowany
Dziękuję Adminie:))
Zawsze to jakaś popularyzacja żeglarstwa i zachęta dla tych co na śródlądziu.
Naprawdę sporo łódek śródlądowych nadaje się do pływania po słonej wodzie.
Metodą od portu do portu, po kilka godzinek i marina. Oczywiście trzeba
uzupełnić wyposażenie i pilnie studiować prognozy, ale to żeglarski chleb powszedni.

Pozdrawiam wzajemnie.

J.
--
navigare necesse est,vivere non est necesse

Copyright © Agora SAO nasReklamaOchrona prywatności  Zgłoś problem lub błąd