FotoForum
Załóż konto »
Władysławowo
Dodano: 05.08.2018 Odsłony: 176
Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę stronę znajomemu

Brak danych exif

zamknij

Władysławowo

Autor: fotoart1

Z dedykacją dla Kota rudzielec napotkany w ogrodzie Hallerówki :)

Komentarze (22)
kot_pettter 2 miesiące temu
Dziękuję za dedykację, uwielbiam rudasy.
fotoart-1 2 miesiące temu
To dobrze smile Ja najbardziej lubię czarne, a potem rudzielce.
kot_pettter 2 miesiące temu
"Kot czarny, los marny" - tak mówił Wichura z "Pancernych". smile
Bzdura oczywiście. Czarnego brytyjczyka z miodowymi oczami chciałabym mieć...
fotoart-1 2 miesiące temu
Nie wierzę w przesądy. Pod koniec szkoły podstawowej miałam czarną kotkę z
białym krawatem i białymi rękawiczkami. Nazywała się Łapka. Moja teściowa ma
zupełnie czarnego kota o imieniu Krecik.
Brytyjczyki też mi się ogromnie podobają. Widziałam tylko popielate.
Od dwóch lat zastanawiam się nad kupnem lub przygarnięciem kota, ale boję się
zmian wynikających z faktu posiadania nowego domownika. Nie wiem, czy fizycznie
dałabym radę opiekować się kotem tym bardziej, że nie mam samochodu. W zeszłym
roku poczytałam sporo poradników na necie i szczerze powiedziawszy zniechęciły
mnie. Jeśli zdecyduję się kiedyś, to wolałabym dorosłego, ale rasowy odchowany
jest trudno dostępny i pewnie kosztuje fortunę.
kot_pettter 2 miesiące temu
Myślę, że rasowy odchowany może być tańszy od małego, bo większość osób woli
młode, i hodowca spuści z ceny, żeby go tylko sprzedać. Można też trafić na koty
rasowe w schronisku.
Samochód rzeczywiście się przydaje, chyba że masz weterynarza pod domem. Ale są
już chyba kocie transportery na kółkach, które ciągnie się jak walizkę. Albo
można postawić transporter na wózeczku z IKEI. Sytuację masz o tyle dobrą, że
zbyt często nie wyjeżdżacie. I masz rodziców, którzy ewentualnie zajmą się
"wnuczkiem".
fotoart1 2 miesiące temu
Dziękuję za cenne porady smile
Moi sąsiedzi mają rasowego kota. Widziałam go raz w życiu. Nigdy nie wypuszczają
go na dwór, a gdy wyjeżdżają, to przychodzi i dogląda go osoba z rodziny.
Wiem, że koty nie lubią zmiany otoczenia. Moja koleżanka dostała kota od
znajomych. Bardzo długo przyzwyczajał się do nowego lokum. Gdy koleżanka
wyjeżdża, to prosi kogoś o doglądanie kota.
A Ty swojego zostawiasz samego w mieszkaniu czy oddajesz pod opiekę?
kot_pettter 2 miesiące temu
Zawsze ktoś wprowadza się do moich kotów. Najpierw byli to moi znajomi, którzy
jeszcze mieszkali z rodzicami, kiedy ja byłam już na swoim. Teraz są to dorosłe
dzieci znajomych. Korzyść obopólna - koty są zaopiekowane, a opiekunowie uczą
się, jak to jest mieszkać samemu, i odkrywają, że śmiecie nie wynoszą się same,
lodówka nie zapełnia się w cudowny sposób itd. smile Poza tym z dwóch moich cat
sitterów jeden ożenił się z dziewczyną, która do niego wpadała, a drugi wynajął
ze swoją mieszkanie. Moje koty ich wyswatały. smile
fotoart1 2 miesiące temu
Ciekawa historia smile
Nie wiem, czy do mojego ewentualnego kota, ktoś z rodziny chciałby zaglądać
codziennie. Może siostra, ale chyba nie byłby to ekstra-przyjemny obowiązek. Moi
rodzice nie lubią kotów sad Nie poprosiłabym ich o taką przysługę. Jak chodzi o
teściową, to ma słabe zdrowie i w czasie upałów nie powinna i nie chce wychodzić
z domu.
kot_pettter 2 miesiące temu
To rzeczywiście masz trudną sytuację.
Z moimi kotami mieszkał też czasem mój śp. Tata. A brytyjczyki jako rasa (i
persy też) mają coś nie tak z kanalikami łzowymi, więc często robią im się
śpiochy w oczach i paskudztwa w nosie. Kiedy prosiłam Tatę, żeby je wycierał,
żartował: "I co mi przyszło na starość - wycierać nosy kotom. Żebyś ty dzieci
miała!".
fotoart-1 2 miesiące temu
Zabawna sytuacja big_grin wink

Czy umiałabyś powiedzieć, która rasa jest najmniej problematyczna?

Gdy planowałam przygarnąć kota ze schroniska, to myślałam o tym, że podczas
mojego wyjazdu mógłby zamieszkać u teściowej. Ona bardzo lubi koty i zawsze
miała minimum jednego. Tylko nie wiem, czy taki "niechciany", schroniskowy kotek
nie straciłby zdrowia lub życia po zmianie lokum.
Jakiś czas temu czytałam wywiad z dyrektorką bydgoskiego schroniska.
Powiedziała, że nie przekazują zwierząt byle komu i robią wywiad środowiskowy.
Normalnie jak MOPS! wink
kot_pettter 2 miesiące temu
Dobrze, że robią taki wywiad. Kiedy ja kupowałam moje koty z hodowli, też
musiałam się "spowiadać". Przynajmniej w części eliminuje to osoby, dla których
wzięcie zwierzaka do domu jest nieprzemyślanym impulsem.

Co do tego, która rasa jest najmniej problematyczna. Trudno powiedzieć, bo koty
są różne, tak samo jak ludzie.
Zasadniczo polecam brytyjczyki jako koty bardzo spokojne, przyjazne i milusie
jak pluszowe misie. Ale mówi się o nich, że nigdzie się nie wspinają. Mój Duszek
rzeczywiście jest "niskopienny", boi się wskoczyć nawet na kuchenną szafkę. Ale
Puszka, zwłaszcza gdy był młodszy, musiałam ściągać z samej góry siatkowych
drzwi balkonu, łaził po regale i zrzucał z niego książki.
Persy trzeba często czesać i są imho nudne jak flaki z olejem. Koty norweskie
leśne i koty syberyjskie potrzebują przestrzeni. Są piękne, ale nie brałabym ich
do domu.
Poza tym koty z hodowli są często "przerasowane" - chów wsobny, za mało samców
rozpłodowych i świeżej krwi, trzeba się liczyć z chorobami dziedzicznymi.
Wzięcie dachowca ze schroniska nie jest w związku z tym złym pomysłem. Idźcie,
zobaczcie, może się w którymś po prostu zakochacie? Imho lepszy będzie kot niż
kotka. Kotki są bardziej humorzaste i trudniejszy jest zabieg ich sterylizacji.

Co do pobytu kotów u teściowej. Owszem, koty nie lubią zmiany miejsca, ale mogą
się przyzwyczaić. Na pewno nie ma sensu wywozić ich gdzieś na trzy dni - niech
wtedy wpada do domu sąsiadka - ale na dwa tygodnie już tak, zwłaszcza jeśli
zawsze będzie to jedno miejsce. Moja przyjaciółka ma kilka kotów i dwa domy.
Jeden w Niemczech, drugi we Włoszech. Po drodze w samochodzie jest jeden wielki
miauk, ale na miejscu już drugiego dnia całe towarzystwo czuje się jak u siebie.
A jeśli teściowa zapozna się z kotem już u Ciebie, obu stronom będzie po
przeprowadzce łatwiej.
I jeszcze - najlepiej od razu wziąć dwa koty: jeden kłopot, podwójna
przyjemność. I nie nudzą się, kiedy zostaja same.

Jeśli rzeczywiście weźmiecie kota, nie pozywaj mnie do sądu, gdybym w czymś nie
miała racji. smile Jak napisałam - z kotami jak z ludźmi, każdy jest inny.
fotoart1 2 miesiące temu
Dziękuję za porady smile Nie będę mieć do Ciebie pretensji za ewentualne pomyłki smile
Sama muszę podjąć decyzję, bo jestem całkowicie pewna, że kot byłby wyłącznie
moim podopiecznym. Pomoc sąsiedzka raczej nie wchodzi w rachubę. Rzadko widuję
sąsiadów z mojej klatki i słabo ich znam z racji tego, że są sporo lub dużo starsi.

Dla mnie pierwszym problemem jest już to, że schronisko znajduje się na skraju
miasta, daleko od mojego osiedla. Nawet nie jeździ tam autobus. Musiałabym
jechać tam taksówką (pewnie nie wystarczyłby jeden raz).

Wiem, że koty są różne. Teściowa przez kilka lat miała dwa do śmierci starszego
w listopadzie. Wcześniej też miała dwa lub więcej dochodzących, gdy mieszkała w
domku czynszowym.
kot_pettter 2 miesiące temu
Ja też nie wiem, jakich będę miała sąsiadów po przeprowadzce. Obecnym daję
klucze i mam pewność, że koty nie będą głodne, a kwiatki nie uschną. Hmm. Czasem
usychają, ale trudno. Ważne, że nie usychają koty. smile

Przemyślcie wszystkie za i przeciw. I jeśli się zdecydujecie, jedźcie najpierw
do schroniska, choć jest daleko. (Hodowla może być jeszcze dalej. Mój rudasek
Duszek urodził się w Krakowie!) Tam też trafiają się koty rasowe. Ja chciałam
mieć brytyjczyki i to konkretnej maści, dlatego wybrałam hodowlę.

Jak pisałam wyżej - może się w jakiejś kociej mordce zakochacie. Wtedy wszystko
stanie się prostsze.
I - dotąd tego nie sprawdzałaś, nie pytałaś - może się też okazać, że jacyś Wasi
znajomi albo ich dzieci chętnie do kota / kotów wpadną albo z nimi pomieszkają,
ot, dla frajdy. Jest też coraz więcej agencji opieki i usług płatnych, np.
bardzo porządne kocie hotele, w których zwierzaki wcale nie siedzą w klatkach,
tylko ganiają po całym domu.
fotoart1 2 miesiące temu
Fajnie mieć zaufanych sąsiadów. W moim bloku niektóre mieszkania są wynajmowane
i lokatorzy zmieniają się dość często. Niektórych zaczynam kojarzyć dopiero po
paru miesiącach. Akurat w mojej klatce są dwa mieszkania na wynajem i na razie
stoją puste.

Nie wiem, czy chciałabym zakochać się od pierwszego wejrzenia w schroniskowym
kotku. Mam kilka wytycznych względem przyszłego podopiecznego, że spontan chyba
jest niemożliwy wink
Mąż najbardziej boi się, że kot będzie skakać na TV 50 cal i go zwali na
podłogę. Niestety nie mamy drzwi w salonie ani w kuchni, więc jest duża otwarta
przestrzeń. Poza tym wiem, że trzeba zabezpieczyć balkon i/lub drzwi balkonowe,
żeby kot nie wyskoczył. Nie chcę wieszać siatki, bo czułabym się jak ptaszek w
klatce.

Na stronie bydgoskiego schroniska są zdjęcia zwierząt do adopcji.
www.schronisko.org.pl/adopcja-zwierzat/adopcje_cwp

Czytałam kiedyś na necie o hotelach dla zwierząt. To bardzo dobry pomysł dla
osób, które wyjeżdżają na długo i nie mają pod ręką kogoś do pomocy. My na razie
najdłużej 10 dni byliśmy w Bieszczadach i okolicy.
kot_pettter 2 miesiące temu
Sądząc po tym, co piszesz o swoich wątpliwościach, chyba jeszcze nie "dojrzałaś"
do wzięcia kota. Z drugiej strony widać, że chcesz podjąć naprawdę
odpowiedzialną decyzję. Życzę Ci, żeby jakoś się to zrównoważyło.

O hotelach dla zwierzaków pisałam wyżej. Są coraz lepsze.

Co do "spontanu" - tego nie przewidzisz. Możesz odwiedzać kota w schronisku, w
hodowli, czy w przejściowym domu, a jaki jest naprawdę, dowiesz się dopiero u
siebie.

Balkon można zabezpieczyć siatkowymi drzwiami, takimi jak na amerykańskich
filmach. Ja mam takie, bo też nie chciałam mieć siatki na całym balkonie. Do
tego siatka w jednym oknie w sypialni. Koszt niewielki. Dodatkowy plus - nie
wpadają do domu owady. (A jeśli wpadną, kot je zje.)

Telewizor może faktycznie lepiej zawiesić na ścianie albo jakoś przygwoździć do
podstawy. Ale kot nie jest głupi. On chce na telewizorze leżeć, nie na niego
skakać. Po pierwszej próbie - jeśli w ogóle takowa będzie - da spokój. Moje
pluszaki nigdy np. nie skakały na monitor komputera. Na telewizor tak, ale nadal
mam stary model z wielką "dupą" kineskopu i ekranem, na którym można się uwalić.
W nowym mieszkaniu będzie plazma i trochę się boję, ale myślę, że popatrzą,
prychną i dadzą spokój.

Zdjęcia ze schroniska cudne! Szkoda, że nie ma już małych od tej czarnej kotki z
miodowymi oczami. Zaglądaj tam często. Może naprawdę kiedyś powiesz: "Ach! Ja
go chcę!". smile
fotoart1 2 miesiące temu
Bardzo lubię koty... Gdy widzę w pobliżu jakiegoś znajomego lub obcego, to robię
"miaaał". Oswojone zawsze podchodzą do mnie, żeby pogadać i połasić się. Gdyby
mi ktoś dał swojego wychowanego kota, to wzięłabym od razu bez zastanowienia.
Może jestem zbyt leniwa i wygodna albo zbyt pochłonięta fotografią i internetem,
aby wdrożyć w życie plan pt. własny kot. Przerażają mnie nowe obowiązki i
ewentualne problemy. Dwa lata temu teściowa wydała mnóstwo kasy na weterynarza
dla kota i nic mu nie pomógł. Ferdek chudł w oczach. Jesienią męczył się
okropnie i w końcu umarł w bólach. Jak teściowa opowiadała mi tę sytuację, to
ciary przeszły mi po plecach!

Kotka Felicja ze schroniska, na którą zwróciłaś uwagę, podoba mi się bardzo smile
kot_pettter 2 miesiące temu
Kiedy kot jest zdrowy, obowiązki są minimalne - sprzątać kuwetę i dawać jeść. No
i miziać, ale to sama przyjemność. Zniszczeń też nie ma wielkich. Przez ostatnie
10 lat odnotowałam może ze dwie szklane stłuczki. Owszem, pseudoskórzana kanapa
jest do wyrzucenia albo do wymiany tapicerki - pazurki! - ale można taki mebel
przykryć kapą w całości i będzie spokój. Albo usunąć kotom pazury. Niemniej kot
nie gryzie wszystkiego (butów, kapci, dywaników) jak psi szczeniak.

Jasne, koty chorują. Jak ludzie. Ale zapewniam Cię, że kiedy / jeśli coś się
stanie, nie myślisz o tym w kategorii "problemu". Po prostu robisz, co musisz,
bo wzięłaś odpowiedzialność za żywe stworzenie, i przychodzi to zdumiewająco
łatwo. Najgorsze są procesy decyzyjne. A kiedy wiadomo, że trzeba coś zrobić, to
się to robi i już.

Ostatnio przez jakiś czas podawałam Puszkowi kroplówki w domu. Tylko w te dni,
kiedy moja dziewczyna przychodziła sprzątać, bo ktoś musiał mi pacjenta
przytrzymać w momencie wbijania igły, smile ale przykleiłam do regału haczyk, na
którym kroplówkę wieszałam, i nad "zakroplonym" kotem już panowałam. A on nawet
nie był bardzo obrażony. Rozumiał, że jeśli "mamusia" coś mu robi, jest to
konieczne. A potem mu się poprawiło i mam spokój. Poza tym nie zakładaj, że Twój
kot zachoruje. Znam egzemplarze, które dożyły 18 lat bez chorób, których
leczenie wymagałoby dużych nakładów finansowych i "energetycznych".
fotoart1 2 miesiące temu
Teraz już wszystko wiem wink
kot_pettter 2 miesiące temu
Nie chciałam się zanadto mądrzyć. Pytałaś, więc odpowiadałam. smile I zawsze jestem
do usług.
Poza tym jest na Gazecie kocie forum. To trochę towarzystwo wzajemnej adoracji,
smile ale można tam uzyskać rzeczowe i rzetelne porady:
forum.gazeta.pl/forum/f,10264,Koty_nasz_maly_koci_zakatek_.html
Przejrzyj tematy wątków, może lektura niektórych z nich pomoże Ci w podjęciu
decyzji.
fotoart1 2 miesiące temu
Nie odniosłam wrażenia, że mnie pouczasz smile Jestem ogromnie wdzięczna Tobie, że
poświeciłaś mi czas i opisałaś życie z kotem. Dzięki za namiary do forum. Nie
pomyślałam, aby tam zajrzeć.
kot_pettter 2 miesiące temu
smile
Spokojnie myśl o tzw. dokoceniu. Dodam tylko, że koty działają odstresowująco, i
że ludzie, którzy mają w domu zwierzaki, żyją dłużej. Udowodniono to naukowo.
fotoart1 2 miesiące temu
Czytałam jakiś czas temu artykuł na ten temat smile
Dodaj komentarz
Aby komentować musisz być zalogowany załóż konto »
Najczęściej oglądane zdjęcia
Najczęściej komentowane zdjęcia

Pozostałe zdjęcia

«
  • Całkiem romantycznie...
  • Jesień w Wilanowie
  • Bydgoszcz
»
4138875
Copyright © Agora SAO nasReklamaOchrona prywatności  Zgłoś problem lub błąd