FotoForum
Załóż konto »
Plac Wolności
Dodano: 31.12.2018 Odsłony: 349
Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę stronę znajomemu

Dane exif

zamknij
model:
Microsoft Lumia 650
data wykonania:
29.12.18, 22:14
czas naświetlania:
0.02 sec
przesłona:
F2.2
ogniskowa:
0.0 mm

Plac Wolności

Autor: kiks44

Poznański plac Wolności w świątecznej dekoracji w setną rocznicę Powstania Wielkopolskiego fotoforum.gazeta.pl/photo/6/ba/bg/u7zv/EfuLxnMuZgmMM70jfX.jpg

Komentarze (17)
kiks44 23 dni temu
Historia XIX wiecznego Poznania w pigułce. Fragment budynku z lewej strony to
Arkadia, teatr dla Niemców zbudowany w 1879 r. Za nim nieco w prawo podświetlona
kolumnada Biblioteki Raczyńskich. Ufundowana przez wielkopolską rodzinę
Raczyńskich służyła utrwalaniu polskości w społeczeństwie polskim. W głębi, na
prawo od znaku zakazu wjazdu Bazar. Hotel zbudowany przez polską spółkę
posiadaczy ziemskich, mających tu możliwość spotykania się, załatwiania
interesów a w karnawale- balowania. Po części dla przedstawienia swoich córek
szerszemu światu bo szyjąc na co dzień w swych ziemskich posiadłościach niewiele
było po temu okazji.
Z okien tego hotelu hotelu 27 grudnia 1918 r. mistrz Paderewski wygłosił
płomienne przemówienie do i tak gorąco witających go Poznaniaków.
Na próby uciszenia tłumów przez Niemców Polacy chwycili za broń i wybuchło
Powstanie.
kiks44 23 dni temu
Na wieść, że przybył właśnie do Gdańska na statku Concorde Ignacy Paderewski
Niemcy robili wszystko, żeby w drodze do Warszawy nie zawitał przypadkiem do
Poznania. Ta prowincja pruska była jeszcze wtedy w rękach Niemców.
Paderewski jednak Niemców przechytrzył i bocznymi liniami kolejowymi dotarł do
Poznania, witany entuzjastycznie przez tłumy. I znów Niemcy utrudniali mu jak
mogli poruszanie się po mieście. Wyłączyli nawet prąd, żeby nie mógł dojechać
tramwajem. Wówczas Polacy usadowili mistrza w dorożce, wyprzęgli konia i sami
zawieźli do do hotelu Bazar.
-----------
Po latach złośliwcy mówili, że nieco tym przestraszony Mistrz pytał:
- dokąd mnie wieziecie?
Na to tłum miał odpowiedzieć:
- do fryzjera!!!
Bo znakiem rozpoznawczym Mistrza była szopa włosów na głowie
aimm1 22 dni temu
Jak zawsze świetne...Szczęśliwego 2019 smile smile smile
kiks4 21 dni temu
Przed laty wszedłem w posiadanie bardzo ciekawie spisanych opowieści o XIX
wiecznym Poznaniu, autorstwa Marcelego Mottego, poznańskiego nauczyciela o
francuskich korzeniach. Jego książka "Przechadzki po mieście" pokazuje codzienne
życie w Poznaniu pod zaborem niemieckim. Stwarzało to szereg problemów, czasami
dość nieoczekiwanych. Z punktu widzenia Niemców Poznań był niemal miastem
granicznym, 70 km dzieliło go od granicy z Rosją. Sama mieszkasz w podobnym
mieście- to wiesz, jakie są konsekwencje.
Potężny garnizon wojskowy i na kazdym kroku umocnienia- mury, forty, cytadela.
Właśnie te mury pruskie, mające chronić miasto stanowiły jakby gorset nie
pozwalający na rozwój przestrzenny miasta. Było ciasno, nie tylko brakowało
działek budowlanych ale nawet nie było przestrzeni na rekreację. Jednym z takich
nielicznych miejsc był pokazany tu Plac Wolności ( wówczas plac Wilhelmowski).
Niedzielna rozrywka Poznaniaków, opisana przez Mottego polegała na tym, że po
kościele cale rodziny udawały się na ten plac na spacer. Jednak z braku miejsca
- podobnie jak na ciasnym lodowisku- ludzie krążyli wokół placu. Praktyczni
Poznaniacy znaleźli w tym pewną korzyść. Mianowicie rodziny z pannami na wydaniu
krążyły w przeciwnym niż większość kierunku. Miały okazje dokonać przeglądu
potencjalnych kawalerów a kawalerowie mogli napatrzeć się na panny. Nie było
portali randkowych...
Przy okazji spaceru głowa rodziny wstępowała jeszcze do cukierni i kontynuowała
spacer z paczuszką ciastek dyndającą na palcu. Potem obiad z obowiązkowym
rosołem i pieczenią wieprzową z drożdżowymi pyzami polanymi tłustym sosem a na
deser przyniesione przez pana domu słodycze. Taki dzień można było uznać za udany.
garuga pół miesiąca temu
opisana niedziela - dzień super udany
uwielbiam Tradycję - więc pieję peany.
garuga pół miesiąca temu
nieustająco (do Trzech Króli a nawet i pierwszych sianokosów)
Do siego roku!
kiks44 pół miesiąca temu
Do siego roku Garugo ! I wam wszystkim którzy tu zbłądzicie-tego samego! Z
całego serca!
Tradycja niedzielnego zakupu ciast po mszy i spaceru z paczuszką dyndającą na
palcu głowy rodziny przetrwała aż do powojennych czasów. To był zwyczajny,
niedzielny obrazek poznańskiego centrum.
Zabiły ją samochody. Ciasta pewnie także ojcowie kupują ale rodzina jedzie
samochodem i ... po tradycyjnym widoku.
kiks44 pół miesiąca temu
Nie mogę się oprzeć i nie zacytować próbki gwary poznańskiej. Niestety dziś już
niemal nie istniejącej, zabitej przez media. Tak napisałby słynny wierszyk
Brzechwa, gdyby urodził się i mieszkał w Poznaniu:
LOKOMOTYWA (w gwarze poznańskiej)

Stoi na stacji wielgachno bana
cało w oliwie jest opypłana.

Para z ni bucho i poświstuje
a palacz ciyngiym wef ni hajcuje.

Wuchte wagonów mo zahoczone
wef kożdym klunkrów jest nawalone.

Jest tych wagonów cóś ze śtyrdzieści
wcale nie wiada co sie tam zmieści.

W piyrszym wagónie kole wynglarki
jadom z Poznania same Kaczmarki

jedzie tyż kundziu i z Wildy szczuny
a kożdy śrupie z tytki bonbony.

Wef drugim szkieły i ejber łysy
śtyrech góroli i dwa hanysy.

Potym jest proszczok, owce i kónie
wszysko to w czecim jedzie wagónie.

Dalej som ryczki i szafónierki
jakieś wymborki i salaterki.

Śtyry wagóny jadom z meblami
za nimi dziesińć wagónów z pyrami.

Na samym kuńcu cołkiym dla śmiechu
tyn co to pisoł – sam Wuja Czechu.
----------
W razie trudności służę pomocą w tłumaczeniu niezrozumiałych wyrazów
4elza pół miesiąca temu
Też się nie mogę oprzeć, może niekoniecznie na temat: wink
Na dráze stojí lokomotiva,
paří se, olej s povrchu splývá,
ospale zívá.

Syčí a sípe, zhluboka dýchá,
pára jí dmýchá z horkého břicha...itd, reszta w necie

co to są ryczki i szafonierki? pozostałych zresztą też nie rozumiem...Ale brzmi cudniesmile
kiks44 pół miesiąca temu
Piękne tłumaczenie. Język czeski doskonale oddaje żartobliwy sens wierszyka. A i
tłumacz nie z łapanki- "ospale zívá" - mistrzostwo.
"Ryczka" - stołeczek. Zapomniałaś- bo byłaś na tym wątku:
fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/4035416,2,25,stolek.html
Szafonierka- niska szafka na bieliznę.
Prawdę powiedziawszy- nie jestem poznańskim nativem. Wojna rzuciła moich
rodziców na Podkarpacie i tam się chowałem aż do matury. Do Poznania
przyjechałem dopiero na studia. Rodzice mieszkali kawałek pod Poznaniem, za
daleko, żeby w trakcie dwugodzinnej przerwy obiadowej jeździć na obiad- wolny
czas spędzałem np. jeżdżąc za grosze ( 15 groszy kosztował bilet) tramwajami i
poznawałem miasto. A przy okazji i gwarę- wówczas jeszcze powszechnie było
słychać ją "na mieście". Nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie bawiła, musiałem
mocno sznupę trzymać na kłódkę, żeby się nie chichrać.
tłum.:
- sznupa- twarz
- chichrać- śmiać smile
PS- jeździłem oczywiście bimbą- czyli tramwajem. Pociąg- to bana. Ta co tako
wielgachno stoi na stacji
kiks44 pół miesiąca temu
Moje lamenty, że gwara umarła nie do końca są słuszne. Znajoma dostała
instrukcję ze szpitala, co ma zabrać ze sobą idąc tam na zabieg. Wśród różnych
pozycji były i laczki. Laczki - to poznańsku ranne pantofle. Długie lata byłem
przekonany, że nazwa pochodzi od czynności w toalecie, gdy w nocy ktoś idzie tam
w laczkach. Okazało się jednak, że to z niemieckiego: der Latsch
a.v.roe pół miesiąca temu
smile przypomniales mi dawne czasy. smile

No to terozki kapke po inszemu.

"Uwe a Willi"

Uwe a Willi w jednym familoku żyli
Uwe nawierchu a Willi na dole.
Uwe spokojny nie wadził nikomu.
Willi larmowoł choćby w stodole.
To hund, to hazok, ciepoł w nich ryczkami,
ryczoł i wrzeszczoł i durch trzaskoł drzwiami.

Znerwowoł sie Uwe i złazi do niego
i pado " Willi, jo nie strzymia tego.."
A Willi na to:" Co komu do jemu, co jemu do komu,
ty pieroński giździe jo jest u sie w domu."

Nazajutrz Willi na szislongu chrapie
a tu mu z gipsdeki coś na kichol kapie

zerwol sie z szislonga i leci na góra.
Klup, klup. Zawarte. Filuje bez dziura.
"Herr Jezus" co widzi, cołko izba w wodzie
a Uwe z wędkom siedzi na komodzie.
"Was machst du, Uwe?" "Fisze sobie łowie".
Ale Uwe, dyć mie kapie po gowie"

A Uwe na to: "Co komu do jemu, co jemu do komu,
ty pieroński giździe jo jest u sie w domu"
kiks44 pół miesiąca temu
Zrobiłeś mi frajdę tą śląską wersją wiersza Fredry. Akurat kilka dni temu
czytałem poznańską wersję "Lokomotywy" teściowi syna a ten zrewanżował się
wierszem o Uwe i Willim. Nie znał całego, parę pierwszych linijek więc z
przyjemnościowa mu dam wydruk całości. Teść co prawda górnik ale z Dąbrowy- więc
nie Ślązak, jednak lata wspólnej pracy ze Ślązakami zrobiły z niego Ślązaka.
a.v.roe pół miesiąca temu
Cala przyjemnosc po mojej stronie smile. Jezyk i kultura Slaska przyciagnely moja
uwage wieki temu, gdy jako mlodemu "bajtlowi" wpadla w rece zupelnie przypadkowo
ksiazka Karlika z Kocyndra czyli Stanislawa Ligonia "Bery i Bojki Slaskie".
Pozdrowienia dla współteścia (tak zdaje sie w nomenklaturze powinowactwa,
ojciec/matka okresla ojca zony syna). Gee zawsze te powinowactwa przyprawialy
mnie o zawrot glowy. smile
kiks4 12 dni temu
Mnie też. Kto to jest kum lub kuma?
Ja ze Śląskiem- do niedawna czyli do ślubu syna- nie miałem wiele wspólnego.
Kiedyś, wieku temu będąc z kolegą na nartach poznaliśmy dwie urocze , młode
Ślązaczki. Nie pamiętam dziś szczegółów szczegółów tej znajomości i nie wiem
dlaczego zapamiętałem tylko jeden zwrot po śląsku:
- dej sa pokój chopiy
garuga 12 dni temu
erotycznie to zabrzmiało... ups!
ale menom zawsze mało, o!
wink
kiks4 12 dni temu
E tam, zaraz erotycznie... Młody bylem, ciekawy świata i ludzi. Chciałem poznać
dialekt śląski.. smile
Dodaj komentarz
Aby komentować musisz być zalogowany załóż konto »
Najczęściej oglądane zdjęcia
Najczęściej komentowane zdjêcia

Pozostałe zdjęcia

«
  • polskie stoki [1]
  • Tatry na zimowo
  • Szwajcaria
»
4154776

To zdjęcie należy także do:

Album Poznań

Album Poznań

12 zdjęć
«
  • Plac Wolności
  • Teatr Polski w Poznaniu
  • Ty51
»
4154776

Klucz noc

5646 zdjęć
«
  • Władysławowo
  • Władysławowo
  • Władysławowo
»
4154776
Copyright © Agora SAO nasReklamaOchrona prywatności  Zgłoś problem lub błąd